Skip to content

Żar i tłumy ludzi, czyli lipiec w Barcelonie

W tym roku postanowiłam zabrać moich rodziców do Barcelony. Piszę „postanowiłam”, bo chce wierzyć, że sama podjęłam decyzję, a nie był to szczęśliwy zbieg okoliczności dwóch zmiennych: tanich biletów i wolnego czasu.

Moja mama marzyła o tym, żeby zobaczy Hiszpanie, miałam lekkie wyrzuty sumienia, bo sama byłam tam kilka razy  i za każdym razem kiedy oglądała ze mną zdjecia mówiła, że kiedyś tam pojedzie. W tym roku chciałam spełnić jej marzenie. Kupiłam bilety, zarezerwowałam pokój i sprawa była załatwiona.

Myślałam, że to świetny pomysł! Czemu nie? Kiedy byłam tan ostatnio bardzo mi się podobało… Tak, byłam tam dwa lata temu w kwietniu. Kiedy nie było masy ludzi, a z nieba nie lał się okropny żar utrudniający zwiedzanie.

WP_20140719_11_47_53_Pro

Po dwóch godzinach w samolocie, godzinie w busie i kilku minutach w metrze znaleźliśmy się w Barcelonie! Nie mogłam się doczekać, aż pokaże rodzicom wszystkie te miejsca, które sama zwiedzałam, opowiem historie, które słyszałam.

Wybraliśmy się wiec na spacer La Ramblą. Znacie to podekscytowanie, kiedy jesteście w nowym miejscu i jeszcze nie wiecie co was czeka? Tak było z nami :) Wspaniałe uczucie!

 

Pomnik Krzysztofa Kolumba-Port Vell
4 (7)

Powiem szczerze, że pomimo iż  był to  środek  bardzo ciepłego lat także w Polsce, dopiero w Lipcu zjadłam swoje pierwsze lody w 2014. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką razem rodzeństwem wyczekiwaliśmy tego dnia.Dziesięcioletnia „ja” byłaby zwiedzona.
WP_20140719_18_39_32_Pro

I choć dzień był dość pochmurny, było ciepło. Obiecująco przyjemnie…. Dotarliśmy do plaży i swoje kroki skierowaliśmy wprost do morza. Zdjęcie poniżej ma swoją własną historię.

Mama dostała mmsa od mojej siostry z wspaniałymi wiadomościami. Zaręczyła się! Dlatego ten sobotni wieczór był dla nas jeszcze bardziej niezwykły! :) Prawda, że to niesamowite wieści? :) Mieliśmy co świętować!
WP_20140719_17_50_13_Pro WP_20140719_17_42_08_Pro

Pierwszego wieczora postanowiliśmy się rozdzielić. Ja byłam umówiona z moimi znajomymi, którzy mieszkają w Barcelonie, Rodzice chcieli odkrywać miasto na własną rękę.

Moi przyjaciele zabrali mnie na pokaz Magicznej Fontanny. Było wspaniale, tym bardziej, że usiedliśmy na samym brzegu fontanny i chłodna bryza spadała na nas za każdym razem, kiedy dysze wyrzucały w powietrze strumienie wody. Nie wiem czy sama odważyłabym się wejść „do fontanny”.

Z tubylcami wszystko smakuje lepiej! :)

4

Pierwszego dnia nie było mi dane pospać, moi rodzice byli zbyt podekscytowani… Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda Palau Nacional o 7 rano? Poniższe zdjęcie zaspokoi waszą ciekawość :)

Obiecujące pustki, przyjemnie niska temperatura – BAJKA!

WP_20140720_09_48_21_Pro WP_20140720_09_53_55_Pro

Każdy turysta w Barcelonie musi się trochę powłóczyć po wzgórzu Montjuïc i zrobić sobie zdjęcie pod Wierzą Telekomuniakcyjną, my nie byliśmy wyjątkiem.
DSC09199

Na wzgórzu Montjuïc , na szczycie znajduje się  Castell de Montjuïc forteca z XVII wieku. W samej fortecy nie ma wiele do zobaczenia, wiec możecie sobie darować wydawanie 7 euro na bilet wstępu. Plusem jest natomiast piękny widok na port i okolice Barcelony. Do tego w gratisie dostajemy chłodną morską bryzę :)
DSC09233

Mój tata i ja mamy jedną wspólną rzecz – pasje do historii. Nie zliczę, ile razy staliśmy koło jakiejś budowli licytując się kiedy została wybudowana, jaki to styl i kto w niej mieszkał.

Nie zawsze mamy czas na spokojną rozmowę, wymianę zdań wolną od stosunku „ojciec-córka”. Wspomnienia z naszej podroży do Barcelony będę przechowywać w moim sercu do końca życia, to była dla mnie niesamowita okazja do spędzenia czasu nie z moim Tatą, ale z fajnym facetem, z którym mam wiele wspólnych tematów.
DSC09241 WP_20140720_12_48_23_Pro

Jedno z najmilszych wspomnień z naszej wyprawy jest to, kiedy tata uczył mamę pływać. Cała Barceloneta mogła słyszeć mój śmiech, kiedy mama twierdziła, że „on na pewno chciał ja utopić”. :)
41 (5)

Mieliśmy tez sporo czasu, aby błądzić hiszpańskimi uliczkami i napawać się atmosferą miasta. A jaka to atmosfera?

Pełna tłumów, ludzi którzy cie popychają, przepychają, ocierają o ciebie. Zgrzanych, zirytowanych, spieszących się lub idących za wolno. Ot, sezon turystyczny w pełni. :)
WP_20140720_19_09_52_Pro

Mogłabym darować sobie wizytę w   Sagrada Família. Ale moi rodzice bardzo chcieli ją zobaczyć. .. Bardzo!

Ich entuzjazm opadł, kiedy okazało się, że tak na oko jakieś tysiąc osób wstało tak jak my o 7 rano i czekało w kolejce do wejścia. Czasami każdemu w życiu towarzyszy poczucie duszącej konieczności: TRZEBA TO ZOBACZYĆ! – my darowaliśmy sobie to uczucie!  Zamiast stać w kolejce dwie godziny, ruszyliśmy zwiedzać dalej.
WP_20140721_09_17_34_Pro

Pobłądziliśmy trochę po hiszpańskich ulicach, zjedliśmy pyszny obiad i kiedy w końcu znaleźliśmy miejsce, w którym byliśmy skierowaliśmy swoje kroki  do Parku Güell.
WP_20140721_09_36_32_Pro

A tam czekała na nas niespodzianka, przygotowana przez opiekunów Parku Güell. WSZYSTKO BYŁO PŁATNE!

Dwa lata temu z przyjemnością przesiadywałam na słynnych mozaikowych ławeczkach, teraz taka przyjemność miała mnie słono kosztować. Serio Barcelono? Nawet to nie może być za darmo?????
DSC09295

 

Przynajmniej wejście do  La Boquerii nie było płatne. Było by ciężko, gdzie kupowałabym świeże owoce i warzywa? Moim rodzicom bardzo podobała się feeria barw i kolorów, codziennie też jedliśmy inny nieznany nam owoc. Ot, takie małe przyjemności dnia codziennego :)
Kolaże

Każde popołudnie spędzaliśmy na plaży, aż do wieczora, kiedy temperatura spadła na, tyle że można było spokojnie przejść przez miasto, nie szukając ciągle schronienia w cieniu.
WP_20140721_18_32_19_Pro

Pierwszego dnia moja moi rodzice wspominali, że znaleźli kota. Zapomniałam totalnie o ich opowieści, myślałam: „wielka mi rzecz! Kota! W Polsce mamy dwa koty!”.

No tak! Znaleźli kota, to prawda. Pokazali mi go nieco później: Kot z Raval, rzeźba Fernando Botero znajdującego się na La Rambla del Raval. :) Pomyślcie tylko, jechałam do Barcelony z jednym tylko celem, znaleźć tego kota! A znaleźli go dla mnie moi rodzice! Okazało się , że mieszkaliśmy tylko 100 metrów od placu del Raval!
WP_20140722_09_51_52_Pro

Kolejny dzień zaczęliśmy na  Plaça de Catalunya. Ruszaliśmy na podbój budowli Gaudiego!
DSC09307 4 (5)

Potem zawędrowaliśmy do Barri Gòtic.
WP_20140724_10_28_59_Pro

I bum! Znaleźliśmy całkiem przypadkiem Carrer del Bisbe- typową uliczkę w Barri Gotic.

Mogłabym skopiować wiadomości z Wikipedii, ale nie ma to większego sensu-prawda? Powiem tylko, tyle że czuliśmy się jak zombie w gromadzie innych zombie.

Idziemy w jednym kierunku z tłumem zombie otępionych słońcem, upałem i duchotą. Przyklejona do swoich w spół-zombie-towarzyszy przystaje w momencie, w którym robi to tłum. Wyciągamy jak na rozkaz aparaty :Pstryk jedno zdjęcie, pstryk- drugie. Idziemy dalej.
WP_20140722_12_15_35_Pro

Czas wyrwać się  z tej turystycznej gromady. Posiedzimy trochę na placu przed katedrą. Zjemy to, co mamy w torbach, nawodnimy organizm i poobserwujemy turystów.

Katedra św. Eulalii w Barcelonie to ponoć jeden z cenniejszych przykładów architektury gotyckiej. Bajerka! :)
4 (2)

Kiedy weszłam do środka od razu przypomniała mi się Katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli. Przyjemnie było posiedzieć w chłodnym kościele, odpocząć. Czas na pauzę.

Tata tłumaczył zawzięcie jak budowano takie katedry, jak zrobili łuki i kolumny.

mmmmmm… kolumny. Są obłędne! To coś, na co można patrzeć godzinami. No dobra, przesadziłam. Kilkadziesiąt minut wystarczy.

41

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcie z Kościoła Santa Maria del Mar w dzielnicy La Ribera. Kolejna gotycka świątynia i obłędne kolumny.

WP_20140724_10_41_02_Pro

Spaleni słońcem, czerwoni Polacy planowali kolejny dzień. A był on podporządkowany turystycznym planom taty. Czas na Camp Nou.

Nie jestem fanka piłki nożnej, szczerze? Nie obchodzi mnie ona zupełnie. Dlatego zabawne było obserwowanie mojego taty, który z powagą zwiedzał stadion (p.s. to droga impreza :23 euro wstępu….).

Jego mieszanina euforii, niedowierzania, powagi, szczęścia i całej gamy innych uczuć była trochę zabawna. Jak niewiele trzeba zrobić, żeby spełnić marzenie dorosłego faceta.

42

Zahaczyliśmy jeszcze o Palau Reial de Pedralbes – pałac z XVII wieku. W latach 1919-1931 był zamiejscową rezydencją hiszpańskiej rodziny królewskiej. Obecnie w pałacu znajduje się siedziba Unii Śródziemnomorskiej.

Pałac to świetne miejsce na odpoczynek, można usiąść spokojnie na ławeczkach w parku. Zaplanować kolejny etap zwiedzania, zjeść coś i odprężyć się. Szkoda tylko, ze pałac był zamknięty i nie mogliśmy doświadczyć luksusów godnych hiszpańskiej monarchii.

WP_20140723_10_59_38_Pro

Wieczór jak zwykle spędziliśmy na plaży. Tym razem trochę dalej od centrum: na plaży Bogatell.

WP_20140723_20_36_45_Pro

Ostatni dzień w Barcelonie. Znacie to uczucie, kiedy zostało wam jeszcze trochę euro w kieszeni i chcecie zaszaleć? Nie? Ja też nie :)

Barceloneta

WP_20140722_13_42_31_Pro

WP_20140724_11_21_12_Pro

Ostatniego wieczoru zabieram rodziców na wzgórze Montjuïc.  Czas doświadczyć wieczornych iluminacji :) Będzie to trochę trudne… Dlaczego?

WP_20140724_21_30_26_Pro

Ot Tłumy! Z ajfonami, ajpadami i hipsterskimi aparatami analogowymi. Osuwają  się trochę przestraszeni, kiedy na ich sprzęt spanie, choć kropla wody z fontanny.

Smutne. Przecież o to w tym chodzi.

WP_20140724_21_36_40_Pro

Ok! Pakujemy walizki i ruszamy do Girony. Dzięki naszemu kochanemu taniemu  przewoźnikowi jesteśmy zmuszeni spędzić noc na lotnisku. Tak…. ,to będzie ciekawe doświadczenie. Ale za to nasz ostatni dzień w Hiszpanii będzie bardzo przyjemny, wielogodzinny spacer po pustej Gironie będzie jak ożywczy oddech przed powrotem do domu.

CDN…

Pozdrawiam Natalia.

Bloglovin Instagram Facebook