Skip to content

Ułamki Lipca: basen INTEX, Seebloggers i Zatorland

Lipiec to jedno wielkie rozpieszczanie: siebie i bliskich. Odwiedziłyśmy więc park rozrywki Zatorland, gdzie ruchome dinozaury człapią wesoło paszczami. A w tak zwanym „międzyczasie”, ze spokojem pływamy w naszym ogromnym basenie, pijemy wino i czytamy książki.

ulamki lipca

Wydarzenie: weekend w Parku Rozrywki Zatorland

Moja bratanica jest naprawdę niezwykłym dzieckiem. Odkąd miała pięć lat jej największą pasją są dinozaury. Pamiętam, że kiedy była całkiem maleńka przekręcała ich nazwy (dinożarły), ale nie zniechęcało jej to do tego, by nieustannie uczyć się nowych, nawet jeśli te wymawiane przez nią nie istniały. Dlatego podczas naszych rozmów na Skypie obiecałam jej, że w wakacje zabiorę ją do Zatorlandu, parku rozrywki w Zatorze, gdzie główną atrakcją są ruchome dinozaury! Powiem wam, że obserwowanie radości mojej bratanicy, było w tym wszystkim najpiękniejsze, a dla mnie był to najlepszy weekend tych wakacji.

Mapka parku nas zaskoczyła, podobnie jak cena biletów (59,90 za dorosłego, 49,90 ulgowy). Myśleliśmy, że jest tam tylko park dinozaurów i po dwóch godzinach będziemy z powrotem w domu. Gdy okazało się, że Zatorland jest podzielony na kilka innych parków, cena przestała dziwić. Zaczęliśmy wręcz myśleć, że to super taniocha :) Każdy odwiedzający otrzymuje wodoodporną opaskę na rękę, która jest równocześnie dwudniowym biletem. Przy kasie, przemiła Pani poinformowała nas, że wystarczy nie zdejmować opaski z ręki, aby móc wejść do parku kolejnego dnia.

Nasze zwiedzanie zaczęliśmy oczywiście od Parku Dinozaurów, potem pojechaliśmy ciuchcią do Parku Mitologicznego, który znajduje się na wodzie. Po obiedzie odwiedziliśmy Park Bajek i Wodnych Stworzeń, który jest nieco straszny i najbardziej zaniedbany. Ostatnie dwie godziny spędziliśmy w Lunaparku, na karuzelach, kolorowych słonikach i w mini ciuchciach.

zatorland - dinozatoralndia (2)

W Zatorlandzie jest też pełno atrakcji dla dzieci: rowerki wodne dla maluchów, wykopaliska w piaskownicy, kilka dmuchanych zamków, karuzele, zjeżdżalnie czy dom, który został zbudowany do góry nogami. Dodatkowo, każdy park tematyczny ma swoje własne atrakcje. W Parku Owadów dzieci wozi się w wozach, są też dla nich dostępne małe rowerki. Park Mitologiczny ma Konia Trojańskiego, do którego można wejść, rowerki wodne i rejs po jeziorze. Nie sadzę, by istniał sposób na odwiedzenie wszystkich tych atrakcji jednego dnia. Zwłaszcza, że w natłoku tylu wrażeń potrzebujemy przerwy, by naładować akumulatory.

Jak tylko dowiedzieliśmy się, że bilety są dwudniowe postanowiliśmy przyjechać do Zatorlandu następnego dnia. Mieszkamy niedaleko, a dzięki temu mieliśmy plany na niedzielę :) Program nie różnił się wiele od dnia poprzedniego. Zwiedzanie zaczęliśmy oczywiście od Parku Dinozaurów, potem ciuchcią do Parku Mitologicznego, gdzie mieliśmy więcej czasu na pływanie rowerkami wodnymi, czy rejs statkiem. Odwiedziliśmy też Krzywy Dom i Park Owadów, które pominęliśmy w sobotę. Resztę dnia spędziliśmy na dmuchanych zamkach, karuzelach i innych atrakcjach, które są w cenie biletu. Muszę powiedzieć, że drugiego dnia byliśmy też znacznie lepiej przygotowani, mieliśmy swój prowiant i picie, które w Zatorlandzie jest dość drogie.

zatorland - dinozatoralndia (1)

Film na YouTube: relacja z Seebloggers

Każdy blogger zalicza czasami dołki, kiedy kwestionuje swoją pracę i jej sens. Z blogowego marazmu skutecznie wyciągnęła mnie transmisja z Seebloggers. Już dawno nie czułam się tak zainspirowana, jak po obejrzeniu tego filmu. Po drugie, dostałam kilka cennych rad i wskazówek jak prowadzić swój blog, z jakich narzędzi najlepiej korzystać. Dowiedziałam się między innymi, że dobrze mieć minimum dwa źródła do kontaktu z obserwatorami (w razie gdyby Facebook lub Instagram został zablokowany), że hasztagi na Instagramie powinny być dodane pod zdjęciem, jako pierwszy komentarz i nie powinno być ich więcej niż 30. Niestety, prawie ośmiogodzinna relacja na żywo, która znalazła się na YouTube, z nieznanych mi bliżej przyczyn została utajniona, a szkoda. Dlaczego więc o niej pisze? Bo to zainspirowało mnie do tego, żeby poszukać innych wydarzeń dedykowanych bloggerom i odwiedzić jedno z nich.

A już 24-25 września w Gdańsku odbędzie się Blog Forum Gdańsk, relację na żywo można będzie obejrzeć poprzez stronę organizatora.

Zakupy: basen INTEX

Kiedy byłam małym dzieckiem, własny basen wydawał mi się szczytem luksusu i dostatku. Tylko bogaci ludzie mogli sobie pozwolić na taki zbytek… Od kiedy w naszym domu pojawił się mały basen rozporowy, wszyscy domownicy przebąkiwali o kupnie czegoś większego. Co roku jednak naprawialiśmy nasz maleńki basenik, który stawał się centrum wakacyjnego wszechświata. W tym roku, nasze centrum nieco się rozrosło!

Po przeprowadzeniu zrzutki, zdecydowaliśmy się na duży basen stelażowy (457 x 122cm) marki INTEX, który kupiliśmy w autoryzowanym sklepie producenta na Allegro. W zestawie mieliśmy pokrywę, mate pod basen, pompę filtrującą i jeden filtr, drabinkę, jedną łatkę naprawczą i zaślepki otworów na pompę. Co ciekawe, cena basenu zmienia się każdego tygodnia. My kupiliśmy go za 1300 zł, w drugim tygodniu czerwca, natomiast teraz, w połowie sezonu kosztuje 1900 zł. Kiedy wysyłałam link moim znajomym, na początku lipca, kosztował 2600 zł.

Dlaczego więc nie był to najlepszy zakup czerwca? Bo w czerwcu trwały prace przygotowawcze. Po pierwsze, musieliśmy wyrównać teren pod basen, co okazało się pracochłonnym zajęciem. Po drugie, chcieliśmy zamówić beczkowóz wody do napełnienia basenu. Niestety, nie jest to takie proste i oczywiste, w każdym razie nie dla pracowników okolicznych wodociągów. Ostatecznie, zdecydowaliśmy się na napełnienie basenu zwykłą wodą z kranu.

basen stelazowy 457x122cm INTEX (1)

Teraz, jest to nasze ulubione miejsce w całym ogrodzie. Basen znajduję się za domem, przez co jest bardzo intymnie i prywatnie. W ostatni weekend, kiedy temperatury były naprawdę wysokie, spędziliśmy w nim kilka godzin.

Radość, relaks, wczasy all inclusive, zbytek i bogactwo 😉

basen stelazowy 457x122cm INTEX (2)

Kosmetyk: maska złuszczająca do stóp z L’Biotica

W lipcu odkryłam też mój osobisty kosmetyk wszech czasów: maskę złuszczającą do stóp z L’Biotica. Zazwyczaj sezon letni zaczynam od wizyty u kosmetyczki, ale w tym roku przypomniałam sobie o tym dość późno. Na promocji w Hebe, kupiłam „maskę złuszczającą do stóp”, nie wiedziałam jak to działa, myślałam, że to taki mocniejszy pilling. Dopiero, gdy zaczęłam czytać o niej nieco więcej w internecie, zrozumiałam, że jej działanie jest zupełnie inne. Za 10 złotych dostałam parę skarpet nasączonych specjalnym płynem, który złuszcza martwy naskórek stóp, złuszcza go doszczętnie. Po czterech dniach, dokładnie tak jak pisze producent, z moich stóp zaczęła schodzić skóra. Zabieg był bezbolesny, zupełnie tak, jakby stopy same wiedziały, ile skóry mają się pozbyć.

Zabieg dał tak rewelacyjne efekty, że na chwile obecną odpuszczam sobie pedicure. Stopy są miękkie, gładkie, ich kondycja znacznie się poprawiła. Ogromnym plusem jest też fakt, że maska dotarła do miejsc, które kosmetyczka omija. Najbardziej jestem zadowolona ze skórek wokół paznokci, NIGDY nie były tak dobrze oczyszczone. Malowanie paznokci to teraz przyjemność, a ja nie mogę przestać dotykać swoich ultra miękkich stóp.

lbiotica-maska-zluszczajaca-do-stop

#12NiecodziennychRzeczy

W ramach mojego wyzwania 12 niecodziennych rzeczy wybrałam się do brafitterki. Jak już pisałam na Instagramie, nie było wielkiej rewolucji rozmiarowej.  Pozostał on bez zmian, ale nieco zmodyfikowałyśmy sposób w jaki noszę swój biustonosz.  Moje ramiączka były za luźne, przez co mój biust był… smutny 😉 Przemiła Pani poprawiła mi biustonosz i nagle moje piersi poszybowały w górę, talia była bardziej widoczna, a fałdki na brzuchu wygładzone. Dowiedziałam się też jednej, bardzo ważnej rzeczy: piersi należy poprawiać w ciągu dnia. Osobiście, ta ostatnia rada była dla mnie najbardziej kłopotliwa. Chyba oczekiwałam, że piersi ułożone rano, pozostaną na miejscu do późnego wieczora. Ciężko było przestawić się na nowy sposób noszenia biustonoszy i na poprawianie biustu w toalecie, same rozumiecie, nagle zmieniłam przyzwyczajenia, które pielęgnowałam prawie 20 lat. Zauważyłam jeszcze jedną pozytywną zmianę: częściej chodzę wyprostowana 😉 Jedna mała wizyta, a tak wiele korzyści :)

logikastanika

Jak wspomniałam wyżej, wizyta w Zatorlandzie była zdecydowanie najprzyjemniejszym wydarzeniem Lipca. Ciekawa jestem, odwiedzacie takie miejsca? A może w Lipcu też odkryłyście coś nowego, inspirującego?

Czekam na wasze historie!

Wspaniałego dnia!

Natalia
Bloglovin Instagram Facebook




Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Ale cudny lipiec! Super, tyle przeżyć i nowych ciekawych wiadomości. Wizyta u brafitterki to rzeczywiście dobra rzecz. Aaa, no i dziękuję za podpowiedź o tagach na Instagramie, zupełnie nie byłam tego świadoma. Co dokładnie to daje? Zdjęcie jest lepiej widoczne w wynikach wyszukiwania po tagach?

    • Tak, są lepiej widoczne gdy ktoś przeszukuje konkretny tag. Prelegentka radziła też unikać tagów zbyt mało sprecyzowanych jak np. #love #life #lol #day #summer. Najlepiej korzystać z tych, które faktycznie opisują zdjęcie. Gdybyś np. chciała dodać kolejny komentarz z tagami, instagram nie weźmie tego pod uwagę. Należy usunąć pierwszy komentarz i wpisać go od nowa. Gdyby np. ktoś inny tagował twoje zdjęcie, też nie odnajdziesz go w wynikach wyszukiwania. Tylko ty możesz tagować swoje własne zdjęcia. :)

  • basen! wow! to jest jedna z tych chwil kiedy myślę sobie, że fajnie byłoby mieć dom:)

    • to jest jedna z tych chwill, kiedy jestem nawet zadowolona, że mieszkamy na wsi :)

      • Nie, dla mnie jak dom to tylko w mieście, nie nadaję się do życia na wsi kompletnie :)
        Niestety na mojej wymarzonej ulicy koszt domu do kapitalnego remontu to 1,5mln zł… chyba jednak dostanę przy mieszkaniu;)

  • Muszę kupić tą maskę do stóp :)

  • Pingback: 12 niecodziennych rzeczy - lipiec | Droga do minimalizmu()