Skip to content

Tydzień w Niemczech, czyli dobrze być spontanicznym

Kolejną z podróży zaplanowanych na ten rok była wyprawa do naszych  niemieckich sąsiadów. Może nie jest to najatrakcyjniejszy kierunek wakacyjnych wojaży, ale dla mnie szczególnie ważny. Planowałam odwiedzić jedna z najbliższych mi osób.
 

Zaraz po powrocie ze Szwecji  poszła w ruch wyszukiwarka tanich… -to za mało powiedziane- najtańszych połączeń pomiędzy Krakowem a Berlinem. Z pomocą przyszedł mi Polski Bus. I za zawrotną, promocyjną kwotę 20 euro(!!!) kupiłam bilety na trasie Kraków-Łódź-Berlin.
Z czterogodzinna przerwa w Łodzi, cała trasa liczyła sobie prawie 16 godzin, ale zważywszy, ze alternatywą było połączenie za 100 euro w obie strony… nie muszę chyba tłumaczyć mojego wyboru. Za 1/5 ceny opłaciłam całą podróż – to się nie mieści w głowie :)
Środek transportu dobiera się indywidualnie, znam osoby które boja się latać- dlatego co roku jadą ponad 30 godzin w autokarze by dotrzeć na ekskluzywne wczasy. Ja pod dostatkiem miałam czasu, natomiast środki finansowe były mocno ograniczone.
 Niemcy 2013
Swoja wyprawę zaczęłam od Berlina, ale byłam tam już tyle razy, że nie chciało mi się nawet robić zdjęć. Dodatkowo prawie 40 stopni Celsjusza negatywnie wpływało na nasze samopoczucie.
Ruszyliśmy wiec do Mellensee, gdzie w lokalnej restauracji czekała na mnie iście królewska uczta z równie ekskluzywną oprawą. Pracują tam moi niemieccy przyjaciele, którzy wyjątkowo długo oczekiwali mojego przybycia. Wiec nie dość, że zadbali o każdy najmniejszy szczegół (np. przystawka w kształcie serca!)
To jeszcze kucharz wyjątkowo wysilił się przy dekoracji mojego talerza. Wybaczcie, ale to najwspanialsze zdjęcie jakie mam z tej podróży! Po mękach w Busie, saunie w Berlinie – dostałam wyraz szczerej miłości, takie „Ciesze się, że jesteś tu z nami” na talerzu :)
Lokalni zaplanowali także dla mnie wyprawę do Poczdamu. Sama nie wiedziałam co mnie tam czeka – Poczdam kojarzyłam jedynie z konferencji Wielkiej Trójki kończącej II wojnę światową.
Jednak to co zobaczyłam mile mnie zaskoczyło. Wypielęgnowane ogrody, wyremontowane pałace. Poczdam to taki niemiecki Wersal. Główną atrakcja miasta jest oczywiście zespół pałacowo-parkowy Sanssouci
Ogrody tarasowe
Pawilon kratowy Gitterpavillon
sans souci = beztroski
Dla nas, najbardziej zachwycający był Pawilon Chiński. Pięknie odrestaurowany z niespotykana dbałością o szczegóły. To, że cały budynek niemal kapie złotem, na pewno tez nie pozostaje bez znaczenia ; )
Zwiedzanie Sanssouci było niezwykle trudne, upal nie dawał wytchnienia
Z pomocą przyszły nam pałacowe fontanny, niestety nie miałyśmy odwagi wskoczyć do niej- jak to robiłyśmy we Wrocławiu.
Nowa Oranżeria
Pałac Neue Kammern
Zabytkowe centrum
Mój znajomy, student z Poczdamu, polecił nam najlepsza restauracje w mieście. To Matador- znajdująca się nieopodal Bramy Brandenburskiej knajpka z najlepszą zupą pomidorową świata.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że centrum miasta można sobie spokojnie odpuścić, pozostając jedynie przy zwiedzaniu Sanssouci.
Jeśli chodzi o parkowanie- obok pałacu jest świetny, płatny niestety parking- ale lepiej zapłacić niż ryzykować odholowaniem samochodu.  Za darmo, można natomiast zaparkować w ścisłym centrum, uważając jednak by nie stawiać samochodu na miejscu dla mieszkańców.
Jak wiadomo, spontaniczne decyzje są najlepsze- upały w mieście skłoniły nas do podjęcia szybkiej decyzji wyjazdu nad niemiecki Bałtyk. W ciągu kilku godzin byliśmy spakowani,  Niemcy poinformowali szefa, ze przez kilka dni ich nie będzie (dość lekkie podejście do pracy-prawda?) i w ciągu 3 godzin (wspaniale niemieckie autostrady!) byliśmy na miejscu.
Moja znajoma studiuje w Greifswaldzie, gdzie stało puste, w pełni opłacone mieszkanie. Decyzja wiec nie była trudna.
Pierwszego dnia pojechaliśmy do  Zinnowitz, gdzie zachwycały budynki przy promenadzie
 Ruchoma kawiarnia
Dodatkowa atrakcja jest Podwodna kapsuła, która dzięki przeszklonej podłodze pozwoli zobaczyć ryby, krewetki, glony i meduzy pływające w Bałtyku. Ciekawa atrakcja- jednak koszt 8 euro za chwile przyjemności skutecznie odstrasza. Po co wydawać tyle pieniędzy, jeśli można wskoczyć do morza i zobaczyć w mętnym Bałtyku to samo- tyle, że za darmo!
Kolejne dni spędziliśmy już na plaży w Greifswaldzie, która wg Niemców jest dużo brudniejsza niż ta w Zinnowitz. Szczerze? Nie widzę żadnej różnicy. Hmmm… może w Zinnowitz było więcej ludzi, jako ze jest to typowo turystyczne miasto, bardziej znane niż Greifswald.
W samym mieście nie ma wiele do zobaczenia. Jest to typowe, uniwersyteckie miasteczko. Podczas wakacji jakby wymarłe.
Ciekawostka jest natomiast zakwaterowanie. Ciężko znaleźć tam kogoś, kto wynajmie nam pokój na wakacje – jako, że popyt na mieszkania w tym mieście jest większy niż podaż- ceny za wynajem dorównują tym w Berlinie, a studenci którzy już raz wprowadzą się do mieszkania, zostają w nim przez kolejne 5 lat, sumiennie płacąc za nie podczas trzymiesięcznych wakacji- czyli w czasie, w którym z niego nie korzystają.
Marktplatz
Marktplatz
Lokalne piwo smakowe
Tak wiec wyglądał mój tydzień w Niemczech. Totalnie zaskakujący. Niespodziewana wyprawa nad morze, wspaniale wieczory zakrapiane lokalnymi trunkami i szczerymi wyznaniami.
Każdemu życzę takich wakacji, a szczególnie takich przyjaciół!
Pozdrawiam N.

Bloglovin Instagram Facebook



  • Anonymous

    Kriek to piwo belgijskie nie niemieckie, a więc nie moze to byc lokalne piwo

    • No proszę! Dobrze wiedzieć- nawet moi Niemcy polecali mi je jako lokalny trunek

  • Świetna wycieczka. Poczdam jest piękny.

  • Anonymous

    fajna wycieczka :) zastanawiam sie kiedy wreszcie Poczdam zalicze, bo w Berlinie tez bylam wiele razy, ale jakos do Poczdamu nigdy po drodze.

    • Warto sie wybrać, zwlaszcza ze Poczdam jest tak blisko! Jeden dzien w zupelnosci wystarczy na zwiedzanie-zapewniam!