Skip to content

Styczeń – 10 pierwszych razów.

Styczeń był miesiącem, w który dałam sobie czas. Czas na przemyślenia, czas na przewartościowanie mojego życia i mojego blogowania. To wszystko za sprawą mojej wyprawy do Maroko. Jeszcze nigdy żadna z moich „wycieczek” nie zmieniła mojego postrzegania świata tak bardzo. Podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami już za kilka dni. Jeśli chodzi o blog, to jak możecie zauważyć (lub nie) mam od dziś nową domenę

minimalnat.com

to mój nowy adres w sieci. Posty też będą częściej. Moje minimum, to jeden post na 5 dni, maksimum dwa posty tygodniowo.Mam nadzieję, że uda mi się rozruszać to miejsce i Was, moich czytelników. :)

Teraz czas na to, co było. W styczniu robiłam masę, naprawdę masę nowych rzeczy. Większość z nich w Maroko, ale jedna najważniejsza wydarzyła się po moim przyjeździe.

minimalnat (4)

Pierwszy raz w życiu:

  1. Byłam na innym kontynencie. Cóż nie różni się wcale od naszego, ale sam fakt jest warty odnotowania.minimalnat (8)
  2. Mam pieczątkę w paszporcie. Musiałam na nią czekać w gigantycznej kolejce w Agadirze. Mimo, iż nie jest najpiękniejsza i tak jest najważniejsza :)minimalnat (15)
  3. Jadłam ślimaki. Zmotywowana głownie tym, że obiecałam sobie w tym roku zrobić jak najwięcej „pierwszych razy”.minimalnat (16)minimalnat (17)
  4. Piłam miętową herbatę z najprawdziwszą miętą. I powiem wam, że teraz widzę jak wiele mnie ominęło. Zaczynam hodować mięte na swoim parapecie!minimalnat (10)
  5. Jadłam falafele. minimalnat (11)
  6. Piłam świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy. Taki wyciskany przy mnie. Zazwyczaj raczyłam się takim z kartonu, który „świeżo” miał tylko na opakowaniuminimalnat (18)
  7. Odwiedziłam meczet. Nie mogłam przegapić takiej okazji. Mimo, iż do Casablanki było nam nie po drodze, mimo iż byłam o krok od zrezygnowania z tego punktu wyprawy- udało się! I było warto! Meczet jest przepiękny! Zachwycający i imponujący. Mogłabym wpatrywać się w detale przez długie godziny. Ale całe to bogactwo nie wymaże tego co widziałam w Casablance: biedę. Tą prawdziwą i rozdzierającą serce…minimalnat (9) minimalnat (13) minimalnat (14)
  8. Naprawdę zachwyciłam się lotniskiem. To w Marrakeszu powaliło mnie na kolana.minimalnat (5)minimalnat (6)
  9.  Miałam hennę na ręce. Co prawda cena 10 dirhamów po wykonaniu henny wzrosła do 850 (85 euro!!!). Moje rozpaczliwe zapewnienia, że jednak nie jestem bogata turystką ze Skandynawii, kwota została obniżona do 100 dirhamów. Słodko – gorzkie doświadczenie.minimalnat (12)
  10. I najważniejszy punkt. Po raz pierwszy byłam na prawe, dogłębnie WDZIĘCZNA, za to co mam. Nie zrozumcie mnie źle, zawsze byłam. Ale kiedy zmierzyłam się z tym jak niewiele mają ludzie w Maroko poczułam się na prawdę szczęściarzem. I z tym szczęściem w sercu wróciłam do domu, tym szczęściem przepełniona wycałowałam mamę, babcię. I tym szczęściem upojona rzuciłam się na moje łóżko. To uczucie już trochę wyblakło, ale jednego jestem pewna, że nie zniknie tak łatwo.

minimalnat (7)

A co się działo w styczniu poza moją wyprawa? Niewiele. Najpierw przygotowywałam się do wyjazdu, potem przyzwyczajałam się do Polski.

minimalnat (19)

  1. Pech chciał, że moje adidasy rozleciały się w pralce. Ostatniego dnia przed wyjazdem, zamiast się pakować szukałam gorączkowo nowych butów.
  2. I kiedy za oknem -10 stopni, ja pakowałam swoje walizki na +20.

A Samo Maroko zachwyciło mnie przyrodą i spokojem. Na pewno opiszę to szerzej na blogu, bo przygód miałam co nie miara. Tych dobrych i tych złych.

minimalnat (3)

A co się działo po przyjeździe? Rozdzwoniły się telefony, zapełnił kalendarz i sama nawet nie wiem, kiedy minął styczeń.

minimalnat (1)

  1. Samoutleniająca się pomadka, czyli jedna z trzech rzeczy, które przywiozłam z Maroka. Okazała się być hitem wśród obdarowanych nią kobiet, bo każda z nich miała inny odcień różu na ustach.
  2. Mój niestety był najdelikatniejszy. Naprawdę nie wiem od czego to zależy.
  3. Nawet mój krem do rąk cieszył się, że wróciłam do pracy. <3
  4. A kiedy wspomnienia o Marko przygasły, zmieniłam dekoracje w pokoju na bardziej wiosenne. Następnego dnia spadł śnieg. Coś jak upomnienie od matki natury: „Ja tu jeszcze nie skończyłam!”.

minimalnat (2)

  1. Dekorowanie, czyli szukamy idealnej toaletki dla siostry
  2. i lustra.
  3. Mam nadzieje, że nie zapomnieliście o waszych Babciach i Dziadkach?
  4. Zastanawialiście się kiedyś co kot myśli patrząc w lustro? Mój tak długo wpatrywał się w swoje odbicie, że zaczynało się robić strasznie…

I najważniejsze: znów zostałam ciocią! Moja siostra urodziła zdrową i przepiękną Kruszynkę! Jeszcze jedno dziecko do rozpieszczania! :)

V__CEF9A jak Wam minął pierwszy miesiąc 2015?

Pozdrawiam -Natalia.

Bloglovin Instagram Facebook



  • koko

    Piękna relacja ze stycznia. Mój styczeń też był dobry. Sport, podróż, przyjaciele.

    • Czyli jednym słowem, był świetnym miesiącem :) Ja na razie pragnę słodkiej monotonni. Pozdrawiam Koko!

  • Świetna opowieść.. czekam na więcej historii z Twojej wyprawy :)
    Mój styczeń minął szybko.. nawet się nie obejrzałam, a już luty 😉

    • Hej Agnieszko. Tak, przygód było co niemiara. Dlatego mam nadzieję, ze mój luty będzie wyglądał tak jak twój styczeń. I niech będzie spokojniejszy! :)

  • Dużo się u Ciebie działo :)
    Docenianie codzienności to coś baardzo ważnego. Szkoda, że tak wiele osób nie potrafi się cieszyć z tego co ma.

    • To chyba znak dzisiejszych czasów, Dlatego tak bliski memu sercu jest minimalizm, który zachęca do cieszenia się z tego co posiadamy i docenianie tych wszystkich drobnostek.