Skip to content

Podsumowanie półrocza

Witajcie,

W pracy straszny młyn – podsumowanie półrocza. Nadgodziny mogę już odbierać w dniach wolnych, tworzenie raportów zajmuję mi coraz mniej czasu, a współpracownicy tęsknie wypatrują 4 lipca, czyli jednego z dni kiedy i my jako amerykańska spółka mamy wolne.

Czemu wiec nie zrobić czegoś podobnego na blogu? Nie, nie mówię o dniu wolnym, ale o podsumowaniu półrocza.

1. Najważniejszym wydarzeniem w tym półroczu było zdecydowanie znalezienie pracy. I to nie takiej „żeby gdzieś się zaczepić”. Szukałam czegoś ambitnego, rozwijającego i koniecznie w „międzynarodowym środowisko” czyli w miejscu gdzie będę mogła aktywnie używać swojego angielskiego.Wiadomo, ze w miarę jedzenia apetyt rośnie, ja najwidoczniej jeszcze przez jakiś czas będę usatysfakcjonowana małym amerykańskim piekiełkiem :)

2. Festiwalowo. Jeden weekend spędzony w ponurej i deszczowej Warszawie. W maju Stolica zdecydowanie nie przywitała nas piękną pogodą. Rozgrzała nas natomiast Beyonce. Zawsze chciałam zobaczyć jak wygląda „wielkie amerykańskie show”. Zobaczyłam, przeżyłam wiec mogę skreślić z listy rzeczy „to-do”. Każdemu, zdecydowanie polecam!

Totalnie genialne zdjecie!

Kolejnego dnia zdecydowanie moje rytmy, do czerwoności doprowadził The Offspring. Jednak koncert rockowy to jest to czego było mi potrzeba.

3. Samochód. W Maju w końcu odebrałam od mechanika moje własne cztery kółka. Sprawa z wymianą oleju i części przeciągnęła się niemiłosiernie, przez co byłam zmuszona dalej pożyczać samochód Brata. Ale w końcu nowy, lepszy model i już w 100% mój własny samochód zagościł na dobre w moim garażu. Mój srebrny pożeracz oszczędności, sprawuje się na razie dobrze jak na Mercedesa przystało.

4.Zainspirowana postem Happyholic (http://www.happyholic.pl/) postanowiłam ograniczyć oglądanie telewizji do 2 godzin dziennie.

Od dawna narzekałam na to, ze nie mam czasu na czytanie. Stos książek, które chciałam przeczytać piętrzył się w zastraszającym tempie. Wszystko tłumaczyłam  brakiem czasu, czyli jak wiadomo najbardziej uniwersalna wymówka na świecie!

Chęć nadrobienia zaległości w czytaniu skłoniła mnie do dokładniejszego przyjrzenia się mojemu rytmowi dnia. Okazało się, ze co wieczór oglądając telewizje, która ma mi pomóc w tzw. „wyciszaniu się przed snem” marnuje ok 3-4 godziny. A i tak nie jestem dostatecznie „wyciszona”, żeby usnąć od razu.

Jako podsumowanie mogę jedynie dodać, ze w końcu udało mi się skończyć „Moi przyjaciele, moje kochanki”  Marc’a Levy’ego.

5. Idąc za ciosem, postanowiłam również iść za przykładem Michała Flisiuka z Motywacja Blog (http://motywacja-blog.pl/2012/03/19/jak-spac-mniej-i-byc-wyspanym/) i skrócić godziny mojego snu z 10 (!) godzin do 8. Mały krok, ale dla mnie wielkie osiągniecie.

6. Nie mogę zapominać o trochę mniej przyjemny wydarzeniu. Pierwszej w życiu stłuczce… Mam nadzieje pierwszej- i ostatniej!

7. Dzięki pracy i niesamowitym okazją lotniczym, zaplanowałam sobie w tym roku rewelacyjny urlop. Może nie są to wczasy na Seszelach, może nie będę pływać w egipskich basenach kurortów klasy B, ale za to odwiedzę dwie bardzo bliskie mi osoby. Szwecja i Niemcy to moje kierunki na Lato 2013 – można wiec powiedzieć, ze jestem urlopowym hipsterem.

Natomiast relacja z moich Szwedzkich wojaży już wkrótce! Pozdrawiam N.

Bloglovin Instagram Facebook



  • o rety, wiele wrażeń ♥