Skip to content

Pierwsze wynajmowane mieszkanie – tych błędów nie popełniaj!

Dwa tygodnie temu, w sobotę, pomagałam mojemu przyjacielowi w przeprowadzce. Nie było to zadanie łatwe, nie było przyjemne. Temperatura dochodząca do 37 stopni, mały samochód to rzeczy, które skutecznie utrudniły nam to zadanie. Miał masę, naprawdę masę przedmiotów, których według mnie nie potrzebował.

I kiedy usiedliśmy późnym wieczorem w prawie pustym mieszkaniu, nasunęło nam się kilka błędów, które popełnił wynajmując swoje pierwsze mieszkanie.

przeprowadzka

Meble

Wynajął puste mieszkanie, bez mebli. O ile jest to dobry pomysł dla osób, które posiadają już „swoje” mobilne meble, o tyle nie jest to dobrym pomysłem dla osoby, która takich mebli nie posiada. Mój przyjaciel kupił pełnowymiarowy komplet mebli, za kilka tysięcy złotych. Dwie ciężkie szafy, komoda, cztery(!) stoliczki, dwa łóżka. Meble, których nie dało się rozkręcić… Znoszenie ich z czwartego piętra to była mordęga.

Wystarczyło kupić stojak na ubrania, materac. Rzeczy, które można szybko i łatwo rozkręcić, przenieść. Wynajmowane mieszkanie to rozwiązanie tymczasowe, a to rzecz o której nie wolno zapominać.

Szklanki, szklaneczki

Talerze, talerzyki, miski, miseczki, patery i etażerki. Śmialiśmy się, że ma kompletną zastawę stołową dla dwunastoosobowej rodziny. I wiecie co? Większość z tych rzeczy była zakurzona, co oznacza, że nie używana od dłuższego czasu. Pominę już fakt, że zmarnował mnóstwo pieniędzy na rzeczy, których nie używał. Nie wspomnę o tym, że miał więcej niż potrzebował. Ale muszę zwrócić wam uwagę na to, że wszystkie te rzeczy było trudno przetransportować, bo zajmowały dużo miejsca. I były cholernie ciężkie. Wyobraźmy sobie teraz, że nie miałby samochodu, że nosiłby to wszystko w rękach…
Więc zanim kupisz kolejny komplet ślicznych kubeczków, zastanów się czy są Ci naprawdę potrzebne.

Pierdółki

Kilka ramek bez zdjęć? No problem, nie ma tragedii. Obrazek? Fajnie, lubię sztukę. Ale wszystkie te wazony, firaneczki i misy, w które zaopatrzyła, pierwsze wspólne gniazdko, Druga Połowa mojego Przyjaciela, to był dramat! Żeliwne stojaki na kwiatki, misy z kolorowymi kamyczkami w każdym kącie, wazony ze sztucznymi kwiatami. Uzbierało się z tego pół samochodu. Moim zadaniem elementy dekoracyjne z małego mieszkania powinna zmieścić się w jednym pudle. Koniec. Kropka.

Zdaje sobie sprawę z tego, że większość to były podarki od rodziny (żeliwne stojaki na kwiatki), ale cała reszta to już radosna twórczość gospodarzy. Nie mówię, żeby pozbyć się wszystkiego. Każdy z nas chce mieszkać w ładnym, przyjemnym miejscu, które przez jakiś czas będzie nazywał Domem. Kompletujmy jednak wszystko z umiarem, także dekoracje.

 

Wiem, że dla wielu z Was, motorem do zainteresowania się ideą minimalizmu była przeprowadzka. Miejmy nadzieję, że tak będzie również w przypadku mojego Przyjaciela. Myślę, że teraz jest baaardzo zmobilizowany, żeby krytycznym okiem przejrzeć swój dobytek. Jest w nim wystarczająco dużo złości na przedmioty, które posiada. Daje mu to niesamowitego kopa, co mogłam zaobserwować już pod koniec dnia, kiedy pozbył się zakurzonej kolekcji kufli do piwa.

A jak wasze doświadczenia z przeprowadzkami? W ilu samochodach wy zmieścilibyście swój dobytek?

Wspaniałego dnia!
Bloglovin Instagram Facebook




  • cóż jedni lubią bi belotki inni minimalizm

  • ja przy przeprowadzce nie wyrzucilam praktycznie nic ale to ze zmeczenia, nie mialam urlopu, chodzilam do pracy i jednoczesnie cisnęła mnie presja czasu – teraz pomału się odkopuje i na spokojnie zastanawiam co wyrzucic a co zostawic:)

    • Hej Madziu :) Mój przyjaciel miał taką samą sytuację. Nawet nie miał czasu spakować swoich rzeczy przed przeprowadzką. Dlatego tak duuużo rzeczy musieliśmy przewieźć. Trzymam kciuki za Twoją walkę z dobytkiem :)

  • Przeprowadzka z mieszkania do domu, teoretycznie więcej miejsca, ale moi rodzice mają tyyyyyle książek, że te wszystkie pudła mnie przeraziły. Ale to jeszcze nie był moment kiedy miałam dość. Takim momentem był remont i wyjście za mąż, bo teraz musiała się nas zmieścić dwójka w dwóch pokojach, niby dużo, ale jednak ta przestrzeń się skurczyła, a ja lubię przestrzeń i wtedy mnóstwo książek, dupereli ozdobnych i różnych ‚pamiątek’ poszło do ludzi albo do śmieci:) Teraz jest nas trójka więc tych samochodów byłoby sporo, ale rzeczy w pudłach byłoby niewiele, za to takie większe elementy, łóżeczko, zabawki, elektronika męża to by trochę zajęło miejsca.

    • Uśmiecham się kiedy czytam Twój komentarz, bo podobną walkę stoczyła moja siostra. Jej mąż szczęśliwiec miał szafę 150 cm, jej szafa to 300 cm, plus rzeczy z komody i dość spora biblioteczka. Przeprowadzka po ślubie była niezłym wyczynem :)

      • Właśnie takie zmiany pokazują nam ile rzeczy posiadamy. A i tak przeprowadzka była tylko początkiem, bo prawdziwą rewolucję zrobiłam będąc w ciąży, kiedy stwierdziłam, że nie mam siły sprzątać, w sensie odkurzać każdej rzeczy stojącej na półce i wtedy to już naprawdę ogołociłam dom z ozdób wszelakich (dla wyjaśnienie mąż rzadko sprzątał, bo akurat wtedy też miał bardzo gorący okres zawodowy i wychodził rano i wracał wieczorem, więc wszystko było na mojej głowie). A teraz tylko to procentuje – nie mam na wierzchu rzeczy, które moje dziecko mogłoby stłuc:)

        • Wiesz, kiedy tak się zastanowię – to korzyści w postaci krótszego sprzątania nigdy nie przyszły mi do głowy. Niewątpliwie jest to ogrooomny plus, :)

  • b.

    Ja przeprowadzam się baaardzo często. Dwie walizki plus jeden plecak, cały dobytek. Czasami mam dosyć, ale może kiedyś uda się osiąść na dłużej.

    • Oj pamiętam swoje przeprowadzki! Tyle, że mi wydawało się, że mam mało rzeczy bo tylko walizkę i pudło, tymczasem po powrocie do domu na stałe okazało się, że mój pokój to prawdziwa graciarnia… Teraz na szczęście jestem w domu na stałe i rzeczy są już dokładnie przebrane :)

  • Mnie własnie teraz czeka przeprowadzka. Planuję pozbyć się połowy rzeczy, co nie będzie tak proste. Jednak ilość rzeczy, które posiadam mnie troszkę przerosła. Połowę szafy z ubraniami oddałam już potrzebującym, wyrzuciłam nieużywane torebki oraz spaliłam notatki z licencjatu. Teraz czeka mnie druga tura. 😉

    • Trzymam kciuki! Wiem, że najtrudniej zacząć! Sama tych tur wyrzucania miałam kilka, za każdym razem dziwiłam się, że tyle tego mam :)

      p.s. pamiętam kiedy wyrzucałam swoje notatki ze studiów, trochę było mi ich żal, trochę się cieszyłam. Najfajniejsze jednak była ilość miejsca, które zyskałam :)

  • Po kilku latach przeprowadzek pomiędzy miastami i kontynentami przeszłam transformację od chomika do osoby ceniącej minimalizm. Przed każdą przeprowadzką robię gruntowne oczyszczanie całego asortymentu jaki posiadamy. Zostawiam tylko to co lubimy i tylko ten asortyment przeprowadzamy, resztę oddajemy lub wyrzucamy – pozdrawiam :)

    • Oj tak, przeprowadzka to zawsze najlepszy mobilizator :)

  • Heh te komplety talerzy, kubki i kubeczki to może Mama jego o to zadbała, by miał, bo potrzeba. Ja się pozbyłam, wszelkich kubków z nadrukami firmowymi, filiżanek itd. bo tego nie używam. Ale długo stało i się kurzyło. Teraz nawet nie mam skrupułów i pozbywam się nietrafionych prezentów.

    • Hej Bogusiu, dokładnie. Mama mojego przyjaciela i jego partnerki postawiły sobie za punk honoru kto da mlodym więcej talerzy 😉 I tak małe mieszkanko stalo sie wysypiskiem śmieci ich rodzin. Brutalne-ale prawdziwe. I za nic nie oddawało charakteru gospodarzy, wszystko było utrzymane w estetyce naszych mam i babć. Ku pokrzepieniu serc moge powiedzieć, ze teraz jest juz duzo luźniej i zostawili sobie tylko rzeczy, ktorych naprawdę używają. :) Musieli jednak na własnej skórze przerobić temat niechcianych prezentów, zupełnie tak jak ty :) Milej niedzieli!