Skip to content

Nowy rok, nowa ja – czyli zakupowy detoks

Witajcie Kochani! Jak Wasze noworoczne postanowienia? Sumiennie je realizujecie, czy już dawno poszły w zapomnienie? Możliwe też jest, że w ogóle nic nie postanawiacie, bo już wiecie – nic z tego.

Należę do tych optymistów, którzy zawsze podsumowują ubiegły i planują kolejny rok. Wyciągam wnioski, snuję plany, przypuszczenia i nieustannie chcę coś w sobie zmienić. W tym roku ograniczam używanie telefonu do 2 godzin dziennie (w weekendy używałam go nawet 7!), 30 minut niczym nierozproszonej uwagi poświęcam córce (ktoś powie tylko 30 minut? Chyba tylko ten kto nie ma dziecka, mamy wiedzą, że nawet bawiąc sie dzieckiem myślą o praniu, obiedzie, zakupach, sprzątaniu i wielu innych codziennych obowiązkach) oraz nie kupuję (!). I tym ostatnim wyzwaniem chcę się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że zmobilizuje mnie to, do trzymania się raz powziętej decyzji.

Dla mnie rok 2017 to rok oczekiwania, zbierania maksymalnej ilości środków, a może i też rok nowego początku – budowy domu. I stąd moja decyzja o poprzestaniu gromadzenia, wykorzystania tego, co już mam. Zmobilizowało mnie do tego podsumowanie roku 2016.

Zmieniłam pracę zarabiam o 180% więcej niż w poprzedniej i można by się spodziewać, że na koncie mam zgromadzoną niezłą sumkę… No, niestety. Szybki przegląd budżetu i okazuje sie, że wydaję pieniądze na pierdoły i cały czas myślę gdzie się podziały? Dlaczego u nas dalej nie ma krzeseł, w pokoju Słoneczka nie ma okna, a większość sprzętów bierzemy na raty, co prawda 0%, ale jednak. Robię przegląd szafek i zastanawiam się, po co mi taka specjalna na dekoracje? Skoro te najbardziej lubiane dekorują mieszkanie? Wystarczyły dwa lata na naszym poddaszu, a ja już czuje wewnętrzny chaos. Gdzieś po drodze się zatraciłam, bo przecież te duże szafy trzeba zapełnić.

W tym roku, jeśli dobrze pójdzie i urzędy będą nam przychylne rozpoczniemy budowę. Będzie to początek wydawania coraz większych kwot na realizację naszego wspólnego marzenia o własnym domu. Taki dom trzeba przecież utrzymać, a jak mam to zrobić skoro teraz na koniec miesiąca nie zostaje mi wiele w portfelu? Skoro moje pieniądze wydaje na coraz większe ilości nie potrzebnych nam rzeczy?

Dlatego postanowiłam, że w 2017 zminimalizuję swoje wydatki. Chciałabym, co miesiąc dzielić się tym jak mi idzie i pokazywać moje pokusy, to czego się pozbyłam i kupiłam. Długo zastanawiałam się, czy pokazywać Wam moje zmagania, stąd publikacja dopiero teraz. Postanowiłam jednak, że będzie to ciekawy temat dla tych z Was, którzy również czują, że zagracili swoją przestrzeń. Poniżej kilka zasad, którymi będę się kierować.

  1. Kupuję tylko rzeczy które się skończyły/zużyły. Bez oszustw! Nie kupuję nowej bluzki, tylko dlatego, że poprzednia z powodu nie noszenia trafiła w obce ręce. Takich rzeczy nie wymieniam, zależy mi na zmniejszeniu liczby posiadanych przedmiotów. Nie kupuję nowego podkładu, bo się skończył, gdy w szufladzie mam jeszcze pięć innych.
  2. Robię zdjęcie każdej zakupionej rzeczy. Wiadomo nie wodzie, albo kanapce do pracy (chociaż jeżeli uważacie, że to są wasze zbędne wydatki to pewnie, możecie). Pozwoli mi to spojrzeć na nasze zakupy w każdej chwili, a nie oszukiwać się, że nic sobie nie kupiłam.
  3. Robię zdjęcie każdej rzeczy którą chcę sobie kupić – zobaczę o ilu z nich zapomnę.
  4. Jeżeli chcę sobie coś kupić, najpierw spróbuję to zrobić/przerobić – nowa sukienka na przyjęcie? Czemu by nie przerobić tych już posiadanych? Z własnego doświadczenia wiem, że im miałam mniej pieniędzy tym bardziej byłam kreatywna.

Takie są zasady – mojego zakupowego detoksu. Mam zapał, mam siłę i wiarę w swoje możliwości, mam też nadzieję, że kogoś z Was zainspiruję do odgruzowania swojej przestrzeni. :)

Wspaniałego dnia!

Asia
Bloglovin Instagram Facebook




Zapisz

  • Super plany, życzę powodzenia i przede wszystkim dużo samozaparcia! :) Ja jak tylko zacznę zarabiać to od razu biorę się za robienie tabelki moich wydatków, bo wiem, że jak kiedyś miałam coś takiego to łatwo zauważałam, co mogę jeszcze poprawić. Na tzw. „kanapki do pracy” też czasem sporo idzie pieniędzy 😉 Zamiast soku, drożdżówki i ciastka na mieście, kanapka czy sałatka z domu – taniej i zdrowiej! :) Pozdrowionka i pomyślności z budową domu, trzymam kciuki!! :)

    • Oj tak masz racje ja strasznie dużo wydawałam na jedzenie na studia/ do pracy od kad się ogarnęłam w naszym budżecie zostaje sporo pieniędzy. Bo jednak obiad z domu jest tańszy niż obiad na mieście 🙂 Ale od czasu do czasu można 😄

  • Asiu trzymam kciuki ! Dom to zdecydowanie duży wydatek i tzw.studia bez dna w której co rusz będziecie chcieli coś dokupić, ulepszyć, urządzić. Oby Ci się udało osiągnąć wszystkie cele:)

    • Masz stuprocentowa racje widzę to po naszym poddaszu cały czas bym coś chciała zmieniać 😉 Na razie idzie mi niezle, ale zobaczymy jak mi pójdzie w kolejnych mc kiedy motywacja będzie słabła 😄

  • też jestem tego zdania po mojej zeszłomiesięcznej przeprowadzce. jest to bardzo zdrowo rozsądkowe podejście, bo przecież nie potrzebujemy wcale tak wiele do życia. Dlatego 20kg ubrań i butów oddałam 3 blogerkom w rodzinnie, resztę zbędnych rzeczy zaniosłam na dobroczynność albo sprzedałam na aukcji. ograniczam się cały czas i dalej sprzedaje zbędne rzeczy. mam nadzieję że niedługo przewietrzę moją szafę na tyle, że odetchnę z ulgą http://www.adriana-style.com

    • Ja mam ten problem ze w szafie mam jeszcze dwa worki ubrań w które mam nadzieje się jeszcze kiedyś zmieścić. Niestety moja waga po ciąży poszła w górę, ale za to jaka mam satysfakcję gdy wyciągam kolejny ciuch z wora, który pasuje. 😉 Ja mam wrażenie ze cały czas chodzę w tym samym poza tym ostatnio nie lubię kupować sobie ciuchów od kad przybyło mnie tu i tam, wiec tego rodzaju zakupów będzie mi brakować najmniej 😉

  • Klaudia

    Życzę powiedzenia! Ja się właśnie zastanawiam, co powinnam najbardziej ograniczyć, ale to pogmatwane. Np. nie wydaję wiele na kosmetyki, nie mam zgromadzonych zapasów, ale z drugiej strony ciągle nie mam dobranego dla siebie idealnego podkładu, więc bardzo chcę poeksperymentować, ale wewnętrznie mam upór, żeby kupić drugi, jak mam już jeden… 😉 I tak o.

    • Doskonale Cie rozumiem bo sama nie znalazłam tego numeru jeden któremu byłabym wierna. Również nie posiadam wielu kosmetyków, ale podkłady mam dwa. Jeden na lato annabelle mineralna a drugi cięży na zimę lub jakieś imprezy. Na razie używam ELDW ale on strasznie mnie wysusza i używam go czasami a drugi to revlon color stay, który lubię do pracy 😊Wiec w sumie mam trzy podkłady ale gdybym znalazła ideał który je zastąpi miałabym jeden 😜