Skip to content

Nasze prawo do reklamacji, czyli wyprzedażowe buble

Rok temu pisałam wam o tym jak nie dać się ponieść na wyprzedażach, dziś porozmawiamy o reklamacjach ubrań z wyprzedaży. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że zachowujemy paragony na elektronikę, małe AGD czy buty. A czy ktoś z was, zatrzymuje paragony na przecenione ubrania? Czy wyrzucacie je zaraz po przyjściu do domu?

reklamacja ubran

Poruszyłam ten temat z kilkoma znajomymi, kobietami i mężczyznami, reakcji było kilka, przeważały głównie te negatywne. Kto normalny reklamuje ubrania? A już takie z przeceny? Nienormalne!

Kilka tygodni temu pomyślałabym tak samo, zmieniłam jednak zdanie, kiedy moja siostra poprosiła mnie, żebym w jej imieniu, zareklamowała koszulkę za 20 złotych. Było mi wstyd wejść do sklepu i reklamować coś, co jest tak tanie. Tak… Tylko dlaczego? Sama pamiętam czasy, kiedy na koszulkę za 20 złotych pracowałam pięć godzin. To tak, jakbym prawie jeden dzień pracowała za darmo! Poza tym, byłam przekonana, że sprzedawczyni w sklepie mnie wyśmieje, a reklamację odrzucą.

Tak się jednak nie stało. Reklamacja została przyjęta, a co więcej, została rozpatrzona pozytywnie.

No tak, moja siostra miała rację walcząc o swoje prawa… Wróciłam więc pamięcią do tych wszystkich ubrań, koszulek i spodni, które wyrzuciłam, bo po jednym praniu nadawały się tylko do ścierania kurzy. I wiecie co? Było tego całkiem sporo!

Polskie prawo, a przecenione ubrania

Termin na reklamację, który wszyscy znamy to 2 lata od zakupu danego produktu. Składamy ją, gdy zakupiony towar nie nadaje się do dalszego użytkowania lub popsuł się i stracił właściwości cechujące towar. Jeśli natomiast towar popsuł się w przeciągu 6 miesięcy EDIT: 12 miesięcy od daty zakupu, istnieje domniemanie, że od samego początku był wadliwy. Taka reklamacja powinna być uznana od razu. A teraz na serio, Dziewczyn i Chłopaki, komu z was zdarzyło się wyrzucić koszulkę, bo straciła kolor? Albo wypadły w niej dziury? Nie wiem czy wiecie, ale nawet pęknięciu szwu czy zwykłe rozprucie podlega reklamacji!

Każda wada która jest:

  • istotna, a więc przeszkadza w użytkowaniu
  • nie powstała z naszej winy
  • niezauważalna podczas dokonywania zakupu

podlega reklamacji.

Nie możemy reklamować jedynie naturalnego zużycia (przetarta tkanina) czy złego dopasowania (za mały but, za duża szafa).

Zwrotom i reklamacją nie podlegają ubrania przecenione, ale tylko w przypadku reklamacji wady ze względu na którą były przecenione. W każdej innej sytuacji, mamy takie same prawa, jak w przypadku ubrań nieprzecenionych. Czyli nie możemy zareklamować braku aplikacji na bluzce, bo to był powód jej niższej ceny, ale kiedy po pierwszym praniu wypadną w niej dziury, reklamacja będzie jak najbardziej wskazana.

Najważniejsze jest to, że jeżeli cena spadła tylko z powodu sezonowej wyprzedaży, wtedy w rozmienieniu prawa, otrzymujemy towar pełnowartościowy, który można reklamować w każdym wypadku. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej!

Równie ważne jest posiadanie jakiegokolwiek dowodu zakupu, dlatego jeśli nie trzymacie sterty paragonów, dobrze jest płacić za wszystko kartą. Stajecie się niejako podwójnie ubezpieczeni, w razie braku paragonu, wyciąg z karty potwierdzający zakup, będzie wystarczający by złożyć reklamacje. Trzeba jednak pamiętać, że bez paragonu możecie nie dostać zwrotu pieniędzy. Sprzedawca, bez dowodu zakupu nie będzie mógł ubiegać się o zwrot podatku, więc jeśli oferuje wam wymianę towaru na inny, nie warto się kłócić o zwrot pieniędzy. Nie jestem jednak pewna, jak wygląda ta kwestia w większych sieciówkach, może ktoś z was przeżył to na własnej skórze i może się tym z nami podzielić?

W praktyce

Dzięki tym informacją sama niedawno zareklamowałam koszulę. Kupiłam ją w niższej cenie dzięki kuponowi rabatowemu, ze strony internetowej sklepu. Niestety, po pierwszym praniu w pralce (30 stopni) oderwała się od niej tylna część. Na pewno kojarzycie to charakterystyczne poziome szycie, które jest na plecach powyżej łopatek. Sprawia ono, że koszula dobrze się układa. Pierwsze co zrobiłam, to chwycenie za igle i nitkę, ale niestety materiał był tak poszarpany. Jednym sposobem na jej naprawę, byłoby oderwanie całej tylnej części koszuli i przyszycie wszystkiego od nowa. Koszulka kosztowała 40 zł, krawcowa za taką usługę policzyłaby pewnie połowę tej ceny… Zgłaszanie reklamacji trwało dość długo, sprzedawca był bardzo podirytowany, ale byłam twarda i stałam tam, dopóki nie upewnił się u swojego kierownika, że reklamację ma przyjąć.

Wczoraj dostałam informację, że została rozpatrzona pozytywnie i mogę przyjechać po swoje pieniądze :)

Warto walczyć o swoje konsumenckie prawa, zwłaszcza teraz, kiedy kupujemy więcej. Nie reklamując ubrań, butów, mebli, dajemy przyzwolenie na produkowanie rzeczy drugiej kategorii. Szanujmy swoje pieniądze i reklamujmy buble!

A jak często wy reklamujecie zakupione towary?
Bloglovin Instagram Facebook




  • Olga

    Ja ostatnio reklamowałam w C&A podkoszulek (przeceniony na 17 złotych), bo zaczął kurczyć się w praniu. Reklamację rozpatrzono pozytywnie.

    Bardzo przydatny tekst, tylko jedno się nie zgadza – od grudnia 2014 roku domniemana wina sprzedawcy/producenta wygasa dopiero po roku, nie 6 miesiącach. Więc jeszcze lepiej dla nas – konsumentów! :)

    Z mojego doświadczenia wynika też, że warto czasami złożyć reklamację ponownie jeśli zostanie odrzucona albo pójść do rzecznika praw konsumenta. No i pamiętać, że forma zwrotu (zwrot gotówki, wymiana towaru na nowy lub naprawa towaru) to nasz wybór, a nie sklepu – pani w C&A próbowała mi wcisnąć kit, że to jaka będzie forma zwrotu będzie zależało od opinii rzeczoznawcy (wtf???).

    • Dzieki Olga za informacje, już poprawiłam to we wpisie. Kiedy pracowałam w BigStarze wszystkie reklamacje byly odrzucane, dopiero kiedy ktos składał ja ponownie była rozpatrzona pozytywnie. U nas była to normalna praktyka, wiec wydaje mi się, że w wielu sklepach jest podobnie. Sama moglam obserwować jak wiele osób rezygnowało z powtórnej reklamacji nawet jeśli zachęcaliśmy ich do jej złożenia.

      Tak więc reklamacje składamy do skutku! :)

  • Wszystko to szczera prawda! Reklamacja jednej bluzki za 20 zł może i wydaje się być nie warta zachodu, ale kiedy w ciągu paru miesięcy popsuje nam się kilka takich bluzek to zbiera się ładna kwota. Trzeba też pamiętać, że reklamując kiepskiej jakości produkt, sprzeciwiamy się producentom, którzy nie dbają o jakość tego co tworzą! W końcu przestanie im się opłacać wypuszczać buble!

    • Tak, tak, dokładnie! :) To straszne, ale ja dopiero teraz uświadomiłam sobie jakie znaczenie ma składanie reklamacji. Nie mowie, ze po dwóch latach bede reklamować znoszony podkoszulek, ale wiele rzeczy powinnam w przeszłości zareklamować, bo zniszczył sie po jednym praniu, a tego nie zrobiłam. Tu nie chodzi tylko o odzyskanie pieniędzy, ktore wydaliśmy na cos, ale także o zasygnalizowanie, że nie będziemy akceptować bubli. :)

  • Ja zachowuję paragony za sprzęty, buty i ubrania. Ale szczerze tych tańszych do 50 zł byłoby mi wstyd reklamować np. po 4 miesiącach od zakupu, no chyba, żeby się totalnie rozpadły, czy poskręcały szwy. Ale resztę uszkodzeń to pewnie bardziej mechaniczne, znoszenie towaru.

    A wiesz, że są ludzie co potrafią na tydzień przed upływem 2 lat reklamować ubrania? Bo się płaszcz zmechacił pod pachami? Albo sweter rozciągnął w praniu itd. To dopiero dziwne praktyki… O których słyszałam ze sprawdzonego źródła, bo moja przyjaciółka jest kierowniczką w sklepie odzieżowym.

    • Przyznam się, że paragony za ubrania zachowuje dopiero od niedawna. Przedtem były to tylko buty i elektronika. Stosuje zasadę pierwszego prania, jeśli koszulka je przetrwa bez zarzutu, nie będę jej reklamować. Opisany powyżej przypadek mojej siostry, mówił o bluzce za 20 zl z C&A w której po praniu ręcznym wypadły dziury.

      Pracowałam w kilku sklepach odzieżowych, ale reklamacje ubrań zdarzały się bardzo rzadko. Najczęściej reklamowano spodnie (BIGSTAR) i pierwsza reklamacja zawsze była odrzucana, dopiero odwołanie było rozpatrzone pozytywnie. Choć moja kuzynka kiedyś przytoczyła mi kilka strasznych historii o zwrotach, które musiała przyjąć n.p. ubranie kupione z metką w piątek, zwracane w niedziele po imprezie, „pachnące” papierosami. Musiałą przyjąć zwrot, bo były wszystkie metki. Z reklamacjami pewnie jest podobnie.