Skip to content

Minimalizm i zdjęcia. Czyli jak przechowywać wspomnienia?

Dzisiaj poruszę dość trudny temat, muszę przyznać, że zmagam się z nim od początku tego roku : Przechowywanie zdjęć.

Jeżeli zastanawialiście się kiedyś nad wyrzuceniem jakiegoś przedmiotu, tylko dlatego, że budził silnie jakieś wspomnienia to co zrobić ze zdjęciami, które wywołują wręcz wodospad wspomnień? Chcemy uchronić tak wiele rzeczy od zapomnienia, wiec robimy zdjęcia. Setki zdjęć. Zasypują nas tak jak rzeczy…

Wiecie, w tym wypadku sprawa nie, jest tak skomplikowana jak z fizycznymi przedmiotami. Zgramy je na płytę i zapomnimy, aż do kolejnego wielkiego czyszczenia kart SD.

Tak to wygląda u mnie.

Można też powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo moje katalogi ze zdjęciami są uporządkowane chronologicznie, pogrupowane według roku i miesiąca wykonania zdjecia. Wiem, że nie każdy preferuje ten sposób hmmm… porządku? Mój znajomy wszystkie zdjecia trzyma w jednym folderze – O ZGROZO!

Przechowywanie w formie cyfrowej

Na początku tego roku musiałam wymyślić sposób na przechowywanie moich zdjęć. Musiałam, gdyż mój komputerowy dysk był już cały zapełniony i brakowało mu miejsca na nawet najmniejszy plik.

Istnieje kilka, znanych mi sposobów na przechowywania zdjęć w formie cyfrowej:

  • na dysku komputerowym
  • na dysku zewnętrznym
  • na płytach
  • na dyskach internetowych

No wiec jak przechowywać swoje zdjecia?

Płyty to obecnie sposób który jest najczęściej odradzany – są wyjątkowo nietrwałe i łatwo o uszkodzenie. Poza tym może nas czekać przykra niespodzianka, którą ja sama przeżyłam. Po kilku miesiącach okazało się, że płyta została źle nagrana/ uszkodzona. Tak wiec zapisane na niej pliki przepadły na zawsze.

Przeczytałam niedawno, że płyty mają okres przydatności, tak jak zupa, czy chrupki. Fajnie …prawda? Pierwsze słyszę!

Camera360_2014_10_12_013031_jpg

Zastanawiałam się jeszcze nad dyskiem internetowym. To teraz chyba bardzo popularny sposób przechowywania zdjęć, korzysta z niej mój brat, wiec mogę podzielić się jego doświadczeniami.

Plusem jest to, ze możesz dzielić się zdjęciami z bliskimi. Kiedy ktoś prosi cie o zdjecia, wysyłasz link i po sprawie. Masz zawsze dostęp do swoich zdjęć, z każdego miejsca na świecie, wystarczy się tylko zalogować.

Minusem, natomiast jest konieczność wykupywania dodatkowej pamięci. Czasami dochodzi też koszt przedłużania abonamentu no i nigdy nie wiemy, czy dana platforma nie zmieni nagle regulaminu [kto czyta regulaminy w Internecie?] , w skutek czego możemy stracić prawa autorskie do naszych własnych zdjec. Nie wiem nawet, czy jest zgodna z prawem, ale skoro na Instagramie to przeszło to czemu nie w innych miejscach w sieci?

Wybrałam wiec kompromis pomiędzy tymi dwoma rozwiązaniami – pamięć zewnętrzna. Nie jest możne zawsze dostępna jak dysk internetowy, ale dużo bardziej solidna niż płyty. Z niej przynajmniej możemy odzyskać dane.

Niestety, i to rozwiązanie nie starczyło na długo, bo po zgraniu zdjęć z jednego dysku na drugi okazało się, że tez nie pozostało mi wiele wolnego miejsca…

Selekcja: tylko idealne!

Zaczęłam zastanawiać się nad przechowywaniem moich zdjęć.

Ostatnie wywołane przeze mnie zdjecia są z 2009 roku, nie liczę oczywiście paru ulubionych fotografii, które wywołałam do ramek.

Wiem, ze w dążeniu do minimalizmu, a wiec ograniczany przedmiotów nie powinnam gromadzić nowych rzeczy, ale przyjemnie byłoby od czasu do czasu przeglądać swoje zdjecia i powrócić wspomnieniami do przeszłości. Pokazać znajomym ulubione zdjecia, bez konieczności przedzierania się przez setki tych przeciętnych.

Do tej pory najcenniejsze w naszym domu jest tych parę albumów ze zdjęciami dokumentującymi życie naszych przodków. Są na nich moi dziadkowie, pradziadkowie, krewni, z którymi straciliśmy kontakt, parę zdjęć z czasów II wojny światowej.

A co ja zostawię swoim dzieciom? No dobrze, może je to wcale nie zainteresuje :)

W dzisiejszych czasach robimy bardzo wiele zdjęć, z samego trzydniowego pobytu we Wrocławiu przywiozłam ich około 400. Nie wspomnę o dłuższych wyprawach, zdjęciach, które robię na potrzeby bloga, czy tych całkowicie prywatnych, które dokumentują codzienność domowych pieleszy. Mam tyle zdjęć z podroży, tyle cennych wspomnień i gdyby nie podsumowania na blogu pewnie nie powracałabym do nich w ogóle.
Zebrało się tego bardzo wiele, tak wiele, że na sama myśl nie chce mi się walczyć z nagromadzonym materiałem. Ale czy sama sobie nie jestem winna? Piętnaście fotek tego samego budynku pod różnym kątem, kilka rozmazanych ujęć i kilka zdjęć bez sensu, zrobionych bez większego celu.

Myślałam nad tym kilka tygodni, w końcu dojrzał we mnie regulamin według, którego rozpoczęłam selekcjonowanie swoich fotografii:

  • Postaram się wybrać, zaledwie dwa, trzy ujęcia danego krajobrazu. Oczywiście nie jestem idealna i czasami zostawiam ich więcej.
  • Zdjęcia rozmazane, niewyraźne, nienadające się do wywołania usunę od razu- jeszcze przed zgraniem ich na dysk. W końcu dysponuje wystarczającą ilością, więc po co zostawiać coś co nie jest idealne?
  • Skasuję również zdjecia grupowe, gdzie wszyscy maja zamknięte oczy, wyszli niewyraźnie. Czyli patrz punkt drugi.

 

Szczerze? Gdybym nie była zmuszona do gruntownej selekcji moich zdjęć to pewnie nie myślałabym nad tym w ogóle.

Udało mi się z powodzeniem zastosować te zasady do zdjęć z 2013 roku, nie mogę powiedzieć, że zmniejszyłam ich ilość o połowę, ale o 40% na pewno. Lepiej się też je przegląda, zrobiło się luźniej. Wreszcie moje zdjęcia mogą „oddychać” :)

Zmotywowało mnie to do przejrzenia zdjęć z poprzednich lat. Bylibyście zaskoczeni jak wiele skasowałam! Bez żalu! Jest parę które zatrzymałam, rozmazane zdjęcie kwiatów albo jedyne zdjęcie z moją włoską współlokatorką na którym obie mamy zamknięte oczy.  :)

Wywoływanie

Przemyślałam tez sposób wywoływania zdjęć.

Wahałam się pomiędzy tradycyjnym albumem ze zdjęciami wklejanymi, a kontynuowaniem gromadzenia zdjęć w albumie z koszulkami jak to robiłam dotychczas. Stwierdziłam jednak, ze nie mam miejsca na gromadzenie takiej ilość albumów.

Do tej pory uzbierałam ich chyba pięć i rzadko do nich wracam. Nie są zbyt estetyczne, nie wyglądają najlepiej na półce. W dodatku są bardzo ciężkie. Chciałam, żeby moje zdjecia były pod ręką, jednocześnie by nie zajmowały wiele miejsca i były „zsynchronizowane” pod względem wizualnym.

Moim odkryciem były foto książki, można korzystać z mnogości modyfikacji zdjęć jakie dostarcza program ponadto mamy pewność, że format książki zawsze będzie taki sam.

fotobook

Obecne jestem w trakcie tworzenia mojej fotoksiążki z 2013 roku. Powiem wam, że to wspaniała zabawa! To taki złoty środek pomiędzy tradycyjnymi albumami a scrapbookingiem. Nie wiem jak wy, ale mnie zawsze ciągnęło do bardziej kreatywnej formy obrabiania moich zdjęć a teraz mam tyle możliwości… To wspaniałe! :)
Dajcie znać jak wy przechowujecie swoje zdjecia. Wywołujecie je regularnie? Czy zapominacie o nich w momencie powrotu do domu?

Pozdrawiam

Natalia

Bloglovin Instagram Facebook



  • WOW jestem pod wrażeniem. Ja mam na prawdę spory problem ze swoimi zdjęciami. Właśnie sprawdziłam. Moja kolekcja liczy 20tyś zdjęć, które zajmują prawie 60GB. Jak przez to przebrnąć? Foldery są niby pogrupowane i podpisane, ale „Zakopane 2004”, „Grecja 2008”, „Ladne kwiaty” to bardzo marne uporządkowanie. Myślę, że czas się za to zabrać. Dziękuję za motywację!

    • Super! Miałam nadzieję, ze kogoś to zmotywuje! Sama też musiałam sporo czasu poświecic na uporządkowanie folderów, bo wyglądało to tak jak u Ciebie. Może dobrym rozwiązaniem jest zrobienie folderu „2004” a w nim pod foldery „1. Maj- Zakopane” / „2. Czerwiec – ładne kwiaty” ? tak to wygląda u mnie. :)

      • Dziękuję za podpowiedź :) muszę jeszcze coś poczytać na temat układania folderów. Ingernet to kopalnia wiedzy. Na razie biorę się za kasowanie marnych i powtarzających się zdjęć.

    • Trzymam kciuki za wielkie sprzątanie! Ja sprzątam dalej! :)