Skip to content

Jak tylko schudnę…

Jak tylko schudnę, to kupię w końcu nowe spodnie. Jak tylko schudnę, to zacznę o siebie bardziej dbać. Nie ma sensu wydawać pieniędzy na teraźniejsza siebie, jak tylko schudnę będę mogła kupować ubrania w mniejszym rozmiarze. Nie ma potrzeby kupować ich teraz, pomęczę się jeszcze w tym starym dresie. Kupię coś nowego jutro, za miesiąc, za rok, kiedy w końcu będę tego warta…

jak tylko

Nie mogę przestać się dziwić, kiedy młoda, atrakcyjna kobieta przestaje o siebie dbać, bo przybrała na wadze. Kilka cyfr, a tak silnie decydują o tym, jak siebie traktujemy. Mam dobrą koleżankę, której zagrożona ciąża zostawiła parę kilo w prezencie. Coś tam straciła, coś wypociła na siłowni, ale dalej nie była zadowolona z siebie. Nie była warta tego, żeby kupić sobie sukienkę na wesele brata, przecież jest gruba. Potem płakała w toalecie, bo wszyscy tak pięknie wyglądają, a ona jak stara ciotka. Nie mieści się w swoje przed ciążowe ubrania, ale nie kupi nic nowego, tylko chodzi w starych, dziurawych koszulkach. Czasami kiedy ją odwiedzam łapię się za głowę.

Hej, sama też nie jestem lepsza. Ostatnio przytyłam, parę ciuchów musiało iść w kąt, każda wycieczka do sklepu kończyła się złością, irytacją, przygnębieniem. Cała paleta uczuć, niestety tylko tych negatywnych… Czasami powodem złego samopoczucia jest przyzwyczajenie, przecież zawsze nosiłyśmy rozmiar 38, a teraz 42 jest lekko opięte. Czasami kilka przykrych słów od bliskich, którzy zauważą te kilka kilo na plusie.

Pamiętam, że w swoim najgorszym okresie ważyłam 85 kilogramów. Było to zaraz po studiach na włoskim uniwersytecie. Jako pamiątkę po całodziennych imprezach przywiozłam nadprogramowe 15 kilogramów. W dodatku miałam tego pecha, że miesiąc po moim powrocie, moja siostra wychodziła za mąż. Czy myślicie, że nikt z rodziny nie skomentował mojej wagi? Serdeczne kuzynki od razu podbiegły poinformować mnie, że trochę mi się przytyło. Tak tylko, gdybym sama tego nie zauważyła i zbyt dobrze czułabym się w pięknej sukni, która kupiła mi mama. Na szczęście nic sobie nie robiłam z ich przytyków, bo w domu, moi najbliżsi obśmiali ze mną moją wagę i psychicznie przygotowali mnie na takie sytuacje.

Nie czułam się super piękna, na palcach jednej ręki mogłam policzyć ubrania, które na mnie pasowały, ale nie powstrzymało mnie to przed kupieniem sobie kilku fajnych ciuchów, w których „gruba ja” czuła się dobrze.

Kochajmy i szanujmy siebie! Jeśli ty sama nie zaczniesz inaczej się traktować, nikt inny tego nie zrobi.

Nie ma sensu winić społeczeństwa za złe samopoczucie. Same jesteśmy sobie winne, że nie szanujemy teraźniejszej siebie. Co z tego, ze mamy kilka kilogramów więcej? Po co odkładać swoje życie na potem? Na moment w którym  końcu uznamy, że jesteśmy czegoś warci?

Nasza historia skończyła się dobrze. Moja koleżanka w końcu przezwyciężyła swoje przyzwyczajenie i kupiła sobie sukienkę dwa rozmiary większą, niż kiedyś. Ja odpaliłam treningi Chodakowskiej i już po kilku razach, czuje się lepiej.

Mam nadzieję, że Ty także przestaniesz martwić się swoją wagą i uśmiechniesz się do siebie w lustrze.

Wspaniałego dnia!
Bloglovin Instagram Facebook




  • Siedzę właśnie z obolałymi nogami, uniesionymi nieco wyżej i się cieszę za twój wpis, czasem dobrze trafić na mały motywator w gorszy dzień 😉 Akurat waga nie jest moim problemem, ale chyba każdy ma jej odpowiednik w swoim życiu, który musi „przełamać” i postawić na siebie!

  • Bo kluczem do wszystkiego jest akceptacja. Najpierw trzeba zaakceptować siebie, spojrzeć na siebie z miłością, a dopiero później podejść racjonalnie i planować jakieś diety, ćwiczenia itp.

    • Zgadzam się, inaczej nigdy nie będziemy zadowoleni z wyników, ktore uda nam sie osiągnąć. :)

  • Skąd ja to znam. Co prawda nie przytyłam 15 kg a ciążyło mi nawet 5 i ciągle dążyłam do tego by być mniejszą. A w tym czasie absolutnie nie kupowałam sobie nowych spodni czy innych ubrań. W efekcie wyglądałam jak jakaś wywłoka, a wcale nie byłam gruba, ba… nawet nie miałam lekkiej nadwagi.

    • Bogusiu, ty jesteś szczuplutka kobietka wiec pewnie dlatego takie odczucia. U mnie 5 kilo rozmyło sie gdzieś w tym sadełku, które juz mam :) Ale sie nie łamie – Ewka działa :)

  • Znam podejście -„jak tylko schudnę”. Na szczęście przestałam się tym przejmować. Dużo do myślenia dała mi znajoma. Osoba o sporych kszatałatach zwłaszcza w okolicy bioder. To nie była osoba, która mogła kupować ubrania w sieciówkach. Jednak zawsze była elegancko i gustowanie ubrana z fajnie dobraną fryzurą, zadaną cerą, eleganckim dyskretnym makijażem. Mówiąc wprost -elegancka kobieta. Obserwowanie jej przez kilka miesięcy dało mi do myślenia. Gdyby ona chciała tak podchodzić do sprawy jak ja (czyli ” jak tylko schudnę” )to pewnie nie wychodziłaby z domu. Można powiedzieć, że gdzieś w sobie poczułam się zawstydzona i w jakiś sposób stała się ona dla mnie wzorem do naśladowania. Nie ważne są kilogramy – nie powinny determinować naszego życia. Niestety nie da się przekonań na swój temat zmienić w jeden dzień – ale z każdym dniem należy próbować. Na początek ładny latkier na paznokciach, nowa fryzura – a może z czasem przyjdzie akceptacja i może motywacja do wprowadzeniu racjonalnych zmian, które wtedy też mają większą szansę na powodzenie.

  • JolaW

    To chyba podejście większości kobiet, akceptacja jest bardzo ważna ale również bardzo trudna.

    Zapraszam na nowego bloga http://oryginalnekosmetyki.pl/ :)

  • To zadziwiające, jak same siebie potrafimy wprawiać w zły humor i jak skutecznie mogą nam go popsuć… inne kobiety! A powinnyśmy się trzymać razem, szczególnie w świecie, w którym tak wiele się od nas wymaga :) Masz rację, życie jest za krótkie, żeby tracić je na dołowaniu się i odmawianiu sobie tego, na co mamy ochotę, ale rezygnujemy, bo zastanawiamy się, co inny o tym powiedzą. Musimy same się uszczęśliwiać i dbać o siebie, bo nikt inny tego za nas nie zrobi. A przynajmniej nie powinien 😉

    • Dokładnie, kluczem jest zaakceptowanie samej siebie. Potem nawet przykre komentarze „koleżanek” nie bolą tak bardzo :)