Skip to content

Finanse: System kopertowy Dave’a Ramsey’a

Ostatnio próbuję oszczędzać na różne sposoby. Budżet prowadzę już ponad dwa lata, ale zawsze dobrze jest uświetnić metody, które stosujemy. Dlatego w Grudniu na własnej skórze, chciałam przekonać się jak działa system kopertowy Dave’a Ramsey’a.

System kopertowy Dave'a Ramsey'a

Kim jest Dave?

Moim guru, moim mistrzem. He’s my rock – jakby powiedzieli amerykanie. Słucham go kiedy mam zakupowe załamania, kiedy chciałabym zabrać moje oszczędności i wydać je na bajerancką torebkę.

Dave jest amerykańskim finansowym autorytetem, który wyciąga dziesiątki Amerykanów z długów, zmienia ich sposób myślenia, podejście do pieniędzy. To milioner, który zbankrutował i znów wrócił na szczyt. Kupił mnie swoją charyzmą, tym jak codziennie pomaga ludziom (jego program trwa 3 godziny!!!) i swoimi baby steps (o tym więcej wkrótce).

Nie pobiera opłat za swoje rady, a wszystkie audycje są od razu dostępne na YouTube lub przez podcasty. Uwielbiam je! To dzięki nim Dave jest ze mną wszędzie. Wiem, że czuć tutaj jakąś obsesjeę z mojej strony, i kurde, tak jest! On daje mi takiego kopa do działania, jak nikt inny. Choć z wielu jego rad nie mogę skorzystać, bo są dostosowane do amerykańskiego systemu podatkowego, to i tak wyciągam wiele z jego audycji.

System kopertowy

Dave stosuje zasadę „Budżet Zero”, według niej każdy dolar, a w naszym przypadku złotówka, powinna znaleźć swoje miejsce w budżecie. Czy to będą oszczędności, wydatki na jedzenie czy na fundusz bezpieczeństwa, nieważne! Istotne jest to, żebyś już na początku miesiąca zaplanował jak rozdysponujesz swoje pieniądze.

System kopertowy natomiast, skupia się na używaniu fizycznego pieniądza, nie tego plastikowego. Powinniśmy wypłacić wszystkie pieniądze z konta, włożyć je do odpowiednio opisanych kopert i obserwować jak znikają. Podobno uruchomi to w mózgu obszary odpowiedzialne za fizyczny ból…  To zjawisko jest mniejsze kiedy płacimy za zakupy kartą.

Zgadza się, oj zgadza  😉

Grudzień

Grudzień to miesiąc największych wydatków. Mamy święta, zimę, humory dopisują i lekka ręką wydajemy spore kwoty na prezenty dla naszych bliskich. Dlatego uznałam, że potrzebuję radykalnych kroków, żeby ograniczyć moje wydatki do minimum.

Na początku miesiąca zrobiłam budżet, rozpisałam dokładnie wydatki stałe (rachunki, paliwo, spożywka), planowane zakupy (krem do buzi, podkład, urodziny koleżanki) i ruszyłam do bankomatu. Wypłaciłam około 1800 zł i każdą setkę włożyłam do odpowiedniej koperty.

Nie trzymałam się pomysłu, żeby koperty nosić przy sobie, jak robią to niektórzy. Po pierwsze ze strachu: gdyby ktoś mnie okradł albo najzwyczajniej zgubiłabym jedną z kopert, byłby problem… Poza tym, zazwyczaj nie nosze przy sobie więcej niż 200 zł, wiec przeskok do 1800 zł, czy nawet 500 zł byłby dla mnie nieźle stresujący. Po drugie, nie wszystkie zakupy robię od razu. Zazwyczaj samochód tankuje na początku i w połowie miesiąca, wiec nie widzę sensu noszenia całej kwoty przy sobie, skoro jedno tankowanie to zazwyczaj 200 zł.

Oczywiście pojawił się też odwieczny problem braku drobnych. Bankomat wypłacił mi całą kwotę w setkach, podczas gdy część moich budżetowych kategorii nie przekracza 50 zł (parking, wyjścia, jedzenie na mieście). Dlatego musiałam od razu po rozmienieniu pieniędzy uzupełnić daną kopertę.

Największym minusem tej metody jest zwykła logistyka. Życie czasami nas zaskakuje i zdarzają się nam niespodziewane wydatki. Głupi przykład z parkingiem, za który pewnego dnia musiałam zapłacić 7 złotych. Nie miałam przy sobie tej konkretnej koperty, a wiec zapłaciłam z tego, co było w portfelu. Przez cały dzień myślałam tylko o tym, żeby zabrać te 7 złoty z koperty „Parking/ komunikacja” i włożyć do portfela. Milczeniem pominę też fakt, że w kopercie miałam pięćdziesiątkę i jeszcze długo potem nie mogłam wrzucić tam tych przeklętych 43 złotych.

System kopertowy

Dobra! Ponarzekałam sobie trochę, pozłościłam się, ale w gruncie rzeczy myślę, że to wspaniałe ćwiczenie. Na dowód mogę tylko powiedzieć, że dzięki temu wydałam 20 procent mniej, niż zakładałam. Tak, tak, udało mi się oszczędzić 360 złotych.

Stało się tak za sprawą jednej cudownej rzeczy. Pieniądze przestały być tak łatwo dostępne. Kiedy chciałam iść do spożywczego, musiałam najpierw sprawdzić czy mam odpowiednia kwotę w portfelu. Czasami kupowałam mniej, bo zapomniałam zabrać pieniędzy z koperty. Często rezygnowałam z zakupów, bo nie miałam pieniędzy w ogóle.

Uczysz się priorytetowy zakupy (Ok. Banan nie jest mi niezbędny do życia, ale pomidor już tak) i je planować. Siłą rzeczy zaczęłam też planować posiłki. Od sierpnia, ubiegłego roku, uczę się tego nieustannie, natomiast Grudzień był przełomowy. Nagle każdy dzień miał jasne menu, wiedziałam co zjem na śniadanie, kiedy odmrożę obiad, a kiedy najzwyczajniej w świecie go kupię. Nie tylko udało mi się sporo oszczędzić na wydatkach na jedzenie, ale też zaczęłam jeść lepiej. Byłam bardziej kreatywna i korzystałam z tego, co już mam w domu.

Kwiecień

Minęło pięć miesięcy i dalej, po wypłacie, pierwsze kroki kieruję do bankomatu.  I choć nie stosuje się do tej metody w jej pierwotnym kształcie, to część kopert zachowałam:

  • Prezenty – gdzie każdego miesiąca odkładam pieniądze na podarki dla bliskich.
  • Spożywcze – z tą kategorią miałam najwięcej problemów, a wypłacanie pieniędzy co miesiąc, daje bardzo dobre rezultaty. Staram się we wszystkich sklepach spożywczych płacić gotówką.
  • Fundusz bezpieczeństwa – jest o wiele bardziej bezpieczny, kiedy jest z dala ode mnie. Mam co prawda podobna kwotę odłożoną na koncie, ale naprawdę bezpiecznie czuje się kiedy mam jeszcze gotówkę w kopercie.

To naprawdę niewiarygodnie, jak dużo udaje mi się oszczędzić każdego miesiąca, tylko dlatego, że płacę gotówką. Koniecznie musicie spróbować. Karty nas rozleniwiły! I choć wiemy, ile kosztuje dana rzecz, to nie odczuwamy ubytku gotówki, dopóki nie sprawdzimy stanu konta. Wszyscy mamy problem z zapanowaniem nad plastikowym pieniądzem.

Tej metody powinni spróbować też Ci  z was, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z budżetowaniem. Pomoże wam wdrożyć się w myślenie o pieniądzach poprzez kategorię., narzucaniu sobie pewnych limitów.

Dajcie znać czy kiedykolwiek stosowaliście system kopertowy i jak to wyglądało u was. A może nie wyobrażacie sobie w ogóle życia na budżecie?

Uściski,
Natalia

Bloglovin Instagram Facebook


  • Bardzo ciekawy tekst. Ja tez od jakiegos czasu podswiadomie stosuje te metode wydzielajac sobie budzet na poszczegolne kategorie, pomimo tego, ze pkace karta. Chociaz widze potencjal dla niektorych kategorii, gdzie spiwodzeniem, by sie metoda z koperta i „prawdziwymi” pieniedzmi sprawdzila.
    Dzis przez przypadek znalazlam podobny artykul do Twojego.
    http://www.pieniadzjestkobieta.pl/2016/04/idealny-budzet-domowy-czyli-nowsza-wersja-babcinej-metody.html
    Polecam.

    • Dziekuje bardzo za polecenie! Słoikowa metoda bardziej chyba do mnie przemawia, niż bawienie się kopertami 😉

  • ada

    Jestem bardzo ciekawa Twoich postow o oszczedzaniu! :) Zwlaszcza jesli chodzi o planowanie posilkow I oszczedzanie na jedzeniu, bo tam mam zdecydowanie pole do poprawy! I do tego jestesmy w miare w podobnej sytuacji (praca w biurze, brak meza/dziecka).

    Zas co do opisanej metody, to – na kazdy temat – unikalabym generalizowania w rodzaju „Wszyscy mamy problem z zapanowaniem nad plastikowym pieniądzem.” (czyli nie uzywania slow w stylu wszyscy/nikt itp). Niektorzy twierdza, ze bardziej odczuwaja wydatki karta, bo potem maja jasno na wyciagu z konta wszystko pokazane. Mnie osobiscie nie robi najmniejszej psychicznej roznicy, czy place gotowka czy karta. Odczuwam to tak samo, jako konkretne liczby w odniesienu do moich miesiecznych/rocznych wydatkow ogolem czy na dana kategorie (wychodzi budzetowanie).

    • Cześć Ada, caly czas pracuje nad swoimi posiłkami, to moja pieta Achillesowa. Ostatnio moje wydatki na jedzenie zmalały, bo coraz rzadziej kupuje gotowe rzeczy, a częściej przyrządzam obiady w domu. Musze też podkreślić, że nie spadła „smaczność” moich posiłków. :)

      I oczywiście masz racje! Nie powinnam generalizować. Mowie tak głownie z perspektywy osób, które mnie otaczają. A wśród moich znajomych karta kredytowa to mus, kredyt na wakacje to konieczność i nikt nie myśli o spłacie swoich zobowiązań. Smutne, ale prawdziwe. Dlatego często wydaje mi się, że ludzie maja tylko złe nawyki finansowe. Na co dzień nie spotykam tych dobrych :) Pozdrawiam ciepło- Natalia

    • minimalnat

      Cześć Ada, caly czas pracuje nad swoimi posiłkami, to moja pieta Achillesowa. Ostatnio moje wydatki na jedzenie zmalały, bo coraz rzadziej kupuje gotowe rzeczy, a częściej przyrządzam obiady w domu. Musze też podkreślić, że nie spadła „smaczność” moich posiłków. :)

      I oczywiście masz racje! Nie powinnam generalizować. Mowie tak głownie z perspektywy osób, które mnie otaczają. A wśród moich znajomych karta kredytowa to mus, kredyt na wakacje to konieczność i nikt nie myśli o spłacie swoich zobowiązań. Smutne, ale prawdziwe. Dlatego często wydaje mi się, że ludzie maja tylko złe nawyki finansowe. Na co dzień nie spotykam tych dobrych :) Pozdrawiam ciepło- Natalia

  • Od jakiegoś czasu kusi mnie, żebym spróbowała tę metodę, ale żyjąc w dwie osoby ciężko byłoby to zorganizować – czasami nie wiemy, które zakupy zrobię ja, które partner.

    • Planowanie wydatków w parze to zawsze trudne zadanie, powiedziałabym, ze to jedno z największych wyzwań jakie stoi przed każdym małżeństwem. Moja przyjaciółka próbowała prowadzić budżet ze swoim mężem, ale on czuł się ograniczany i zaszczuty za każdym razem, kiedy wypytywała go o paragony i to co dziś kupił. Wiesz jak to rozwiązała? Prowadzi własny budżet, z mezem odkładają równe kwoty na konto oszczędnościowe i równe kwoty na utrzymanie domu i dzieci. Resztę, którą ma oszczędza, albo przeznacza na swoje przyjemności. Może to tez sposób dla ciebie? :)

      • Akurat z samym budżetem problemu nie mamy, tylko sposób odkładania „w koperty” nie bardzo nas przekonuje :) Już chyba z 2 lata zapisujemy wydatki w specjalnym arkuszu, mamy wspólne finanse z partnerem i póki co to dla nas najlepsza opcja :)

        • Widzisz, zle cie zrozumiałam. Ale to super, ze tak świetnie się dogadujecie w sprawie finansów. A jak wygląda ten arkusz? To tylko bieżące wydatki, czy macie tam tez takie większe (wakacje, samochód)?

          • Akurat najświeższy wpis jest o naszym arkuszu i go zamieściłam, więc zapraszam :) Może nie jest przepiękny, ale prostota póki co u nas się sprawdza najlepiej. Ciągle go modyfikujemy, póki co wszystko jest „razem”, ale zaczynam dojrzewać do tego, że może część większych, okresowych wydatków powinna być osobno.

          • Jasne, że wpadnę! Strasznie jestem ciekawa jak inni prowadza budżety! Moj tez nie jest najpiękniejszy, ale u mnie sie sprawdza i to sie tylko liczy :)

  • Ula z prostoofinansach

    Zapewne masz rację że gotówka w ręce/kopercie oddziałuje na nasz umysł. Nie jest jednak łatwo gdy w domu 3 osoby robiące zakupy, żeby każdy z nich miał przy sobie swoje koperty :) Muszę pomyśleć jak tą metodę przerobić na karty. Zawsze wolę analizować wydruki z rachunków czy kart, wszystko jest czarno na białym. Gorzej z tym, że od czasu do czasu, częściej niż rzadziej, ktoś pobiera gotówkę i nad nią już kontroli nie ma… Tyle kart ile rodzajów wydatków x 3 to byłoby za dużo…..

    • Oj nie, u mnie tez do końca sie nie sprawdziła ta metoda. W swoim budżecie mam więcej kategorii, a kopert zrobiłam mniej. Jeżeli ja tak biadoliłam nad miesiącem z kopertami, to nie mogę sobie wyobrazić irytacji trzech osób z jednego domu, które muszą się posługiwać jedna koperta np. jedzenie. To tylko metoda do sprawdzenia, ale nie wiem czy ktoś w Polsce faktycznie stosowałby się do niej w 100%.