Skip to content

Finanse: Fundusz bezpieczeństwa

W życiu każdego z nas są takie okresy, kiedy wszystko się wali, psuje, nasze plany zostają pogrzebane pod piętrzącymi się kłopotami. Ubiegły rok był pod tym względem dla mnie przełomowy, w tym negatywnym znaczeniu. Co się miało nie udać czy zepsuć, nie udało się i zepsuło w 2015. Dziś chciałabym wam opowiedzieć o moich przygodach z funduszem bezpieczeństwa, czy warto go mieć i jak go zbudować.

FUNDUSZ BEZPIECZENSTWA

Powiem krótko: bez funduszu bezpieczeństwa ani rusz. To powinien być twój pierwszy krok w drodze do budowania swojej finansowej przyszłości. Pamiętam, to było rok temu. W czerwcu miałam zaczynać nową pracę, więc cały maj chodziłam jak na skrzydłach. Cieszyłam się i równocześnie bałam, jak przed każdą dużą zmianą w życiu. W połowie maja zadzwonił telefon: „Przepraszamy, zamykamy oddział, czy może Pani jeszcze wycofać swoje wypowiedzenie u obecnego pracodawcy?”… Szok! Żadnemu z moich znajomych, ani nawet znajomych moich znajomych, nie przytrafiło się coś takiego. Nie widziałam co robić, zwłaszcza, że powrotu do byłej pracy nie miałam. Jak miałabym powiedzieć dziewczynie którą zaczęłam szkolić, że się rozmyśliłam i zostaję w obecnej pracy? Poza tym, odrzuciłam ofertę podwyżki i nagle mam powiedzieć, że jednak zostaje?

Ostatni dzień mojej pracy był jednym wielkim teatrem. Uśmiechnięta przyniosłam ciasto, odpowiadałam na pytania dotyczące moich nowych obowiązków, celowo nie wspominając o nazwie firmy. Tryskałam entuzjazmem, gdy tymczasem najchętniej poszłabym do domu. Tylko trzy osoby wiedziały, ze tak naprawdę od pierwszego czerwca będę bezrobotna.

Ale nie byłam załamana, nie dusił mnie strach. Miałam mój fundusz bezpieczeństwa, uciułane oszczędności, miałam ponad 30 dni urlopowych do wypłaty. Wisienką na oszczędnościowym torcie był fakt, że od firmy która zamknęła swe podwoje wywalczyłam odszkodowanie, do którego w teorii nie miałam prawa. Ale to historia na inny post.

Co to jest fundusz bezpieczeństwa?

Fundusz bezpieczeństwa czy fundusz awaryjny to nic innego, niż oszczędności na czarną godzinę. To kwota, która jest ci w stanie zapewnić bezpieczeństwo w wypadku nagłej usterki samochodu, czy kłopotów zdrowotnych. Niestety nie byłam na etapie na którym miałam na koncie poduszkę finansową, czyli równowartość moich sześciomiesięcznych wydatków. Nad tym zaczęłam pracować dopiero teraz.

W sieci jest kilka kwot, które doradzane są jako minimum. Jest tysiąc złotych, są dwa i pięć. Według mnie należy traktować to indywidualnie. Nie oszukujmy się, ja jako osoba samotna, mieszkająca z mamą mam mniejsze wydatki, niż kilkuosobowa rodzina. Mamy też inne potrzeby i inna kwota daje nam psychiczne bezpieczeństwo. Dla mnie to cztery tysiące, bo nawet jeśli pech będzie intensywnie mnie nawiedzał to dalej będę mieć coś w zapasie.

Ze swojego doświadczenia mogę tylko potwierdzić, że w przypadku utraty pracy można się nieźle ograniczać. Rok temu mój fundusz bezpieczeństwa wynosił niecałe dwa tysiące złotych, a w okresie mojego bezrobocia nadszarpnęłam go tylko troszkę. Moje wydatki spadły do tych niezbędnych i wiem, że spokojnie mogłabym się zamknąć w niższej kwocie.

Poruszałam już na blogu temat tego jak oszczędzam pieniądze, w tej materii nie zmieniło się zbyt wiele. Tyle, że obecnie mój fundusz bezpieczeństwa to nie konto w banku, ale zwykła koperta. Tą lekcje wyniosłam już w grudniu, kiedy stosowałam system kopertowy Dave’a Ramsey’a.  Na koncie pieniądze są łatwo dostępne, nie jesteśmy też w stanie fizycznie zobaczyć jak wiele odłożyliśmy. W przeciągu ostatnich miesięcy, kiedy dobudowuje swój fundusz, najbardziej mobilizuje mnie widok piętrzących się setek w kopercie. Daje mi to niesamowitego kopa do działania.

Kluczem do zbudowania funduszu bezpieczeństwa nie jest jedynie określenie kwoty, ale wyznaczenie terminu do kiedy go zbudujecie. Dla mnie niezbędny okazał się budżet, gdzie zaplanowałam jaka kwotę odłożę w miesiącu. Skrupulatnie notowałam wydatki i dorzucałam do mojego funduszu każdą złotówkę jaka tylko wygospodarowałam.

Pierwszy fundusz budowałam miesiącami, zarabiałam mało i ciężko było mi odłożyć cokolwiek. Każdy miesiąc to była walka, ale uwierzcie mi: w momencie w którym zaczniecie zarabiać więcej, staniecie się podwójnie bogaci. Przejdziecie przez etap odmawiania sobie, staniecie się rozsądniejsi. Wiecie, że nigdy wcześniej nie miałam zaoszczędzonych pieniędzy? Dopiero kiedy zaczęłam stałą pracę, a po pół roku dalej żyłam od 1 do 1 postanowiłam to zmienić. Odłożenie tego pierwszego tysiąca bolało najbardziej, było najdłuższe i jednocześnie było największym sukcesem.

I jak pokazało życie, było też najmądrzejszym krokiem jaki podjęłam.

A jak wygląda wasz fundusz bezpieczeństwa?
Bloglovin Instagram Facebook




  • u nas powoli się buduje. niestety, kwota dla dwóch w miarę dobrze zarabiających i przyzwyczajonych do pewnych wygód osób jest po prostu olbrzymia! za odłożone w ten sposób pieniądze spłacilibyśmy pewnie z 1/4 całego kredytu mieszkaniowego 😀

    • Cesc Karo, jasne, ze tak! Budowanie swoich oszczędności to dluga i ciezka podroż, ale nie za wszelka cenę. Trzeba ie, ograniczać, a nie umartwiać :) Bardzo fajnie, ze masz wsparcie w swoim mezu :)

      • Na blogach i forach oszczędnościowych nie spotykam się ze zrozumieniem. Skoro w 5 lat mogłabym spłacić kredyt który mam na 20, to jestem rozrzutna :( A ja nie chcę spędzić moich młodych lat bez podróży i pewnych „luksusów”, nawet jeśli są tak banalne jak dobra kawa, wyjście na masaż czy kolacja z ukochanym….ech.

        Dziękuję za wsparcie:)

        • To albo macie mega niski kredyt na mieszkanie, albo mega dużo wydajecie miesięcznie 😛 Jeśli 3miesięczną poduszką spłacilibyście 1/4 kredytu :)

          Karo, nie ma co się oglądać na innych, jeśli jesteś świadoma swoich wyborów. Jeśli podróże, wyjście na kolacje, masaże etc. są Wam niezbędne do szczęścia (a oprócz tego odkładacie też pieniądze na „przyszłość”) to z nich nie rezygnujcie. Przecież nie chodzi o to, żeby wszystkiego sobie odmawiać w imię ekspresowej spłaty kredytu.
          Nie można przeginać w żadną ze stron :)

          • Droga Oszczędnicka, mówię o rocznej poduszce dwójki ludzi zarabiających sporo :) Odkładamy na poduszkę i na wakacje, a z reszty korzystamy, co nie wszystkim się podoba…ale co tam :)

          • A to zupełnie inna sprawa! Roczna poduszka! Super! :)
            Karo, nie ma co się oglądać na innych w takich sprawach… Z pieniędzy trzeba korzystać, a nie bezmyślnie gromadzić :)

            Oczywiście nie chodzi mi o wydawanie wszystkiego, co się zarabia (lub nawet więcej!) :) w żadnym wypadku! ale obsesyjne gromadzenie pieniędzy i „umartwianie się na zapas” jest bez sensu :)

        • Kazdy znajduje swoja droge na oszczędzanie, ja nie popieram, ani nie ganie. Samo to, ze czytasz takie blogi, interesujesz sie tym tematem stawia cie krok dalej przed innymi. Ja niestety, nieustannie porównuje wszystkich do mojego najlepszego przyjaciela, który już nie ma zdolności kredytowej, a wszystkie wzięte kredyty tak naprawdę roztrwonił.

          Na szczęście nie jesteś tak skrajnym przypadkiem jak on :)

          • Nie no, wręcz przeciwnie. Kredyt tylko na mieszkanie, ew na małą elektronikę 0% (ale niechętnie). Mamy oszczędności, bo moja droga połówka wywodzi się z domu gdzie wydawało się ponad stan i później wiecznie pożyczało od rodziny…

            Chodzi mi bardziej o to, że wraz ze sporym wzrostem zarobków wzrasta też jakość życia i wydatki. Nie będę żyła na poziomie sprzed zarobków 2x niższych, a teoretycznie powinnam, a nadwyżkę odkładać na spłatę kredytu 😉 Ogólnie to życzę wszystkim takich dylematów. Miłego dnia

  • My zaczęliśmy budować fundusz jeszcze na studiach. Ostatni ich rok (2015) i w zasadzie jeszcze do dziś ciągle jesteśmy w ruchu – przeprowadzki, poszukiwanie coraz lepszej pracy, ale ciągle mamy „płynność”, czyli staramy się przechodzić z pracy do pracy, bez przerw, dzięki temu w tej chwili jesteśmy bylibyśmy w stanie przeżyć ok. 4-6 miesięcy bez pracy obojga. Daje nam to spore poczucie bezpieczeństwa, możemy zacząć myśleć o własnym mieszkaniu powoli czy założeniu rodziny. :) Dodam, że odkładaliśmy nawet wtedy, kiedy nasza praca była minimalna albo nawet mniejsza, bo i tak się złożyło, do tego odłożyłam całe stypendium naukowe z 2014/2015, które też było główną bazą naszej pierwszej poduszki bezpieczeństwa :)

    • Jestescie rewelacyjni! Czyli naprawde, da sie tak POWAŻNIE OGRANICZAĆ! To dopiero jest coś! ja na razie dopiero pracuje nad swoja poduszką finansowa, ale nie moge przestać myśleć o tym co by bylo, gdybym zaczęła oszczędzać juz na studiach.

      • Mi wczesne odkładanie daje spokój :) Teraz oszczędzam już na konkretne cele – wkład w mieszkanie chociażby, wcześniej było to szarpanie się na zasadzie „bo jak coś się stanie…”. Oczywiście też mamy grzeszki, np. teraz mój D. namówił mnie do przeprowadzki na większą stancję, koszta będą większe, chociaż w naszym przypadku i sporo plusów (ciężko zaprosić moich przyszłych teściów do kawalerki, jak jadą do nas ponad 200 km, teraz jest wygodniej…). Powodzenia ci życzę! :)

      • Natalia, ale dlaczego od razu „poważnie ograniczać”? Często pieniądze same przepływają między palcami, bo nie wiedzą na co je wydają. :)

        • Tak, tak. Sama wiem to najlepiej :) Dopiero gdy zaczelam budżetować, zdałam sobie z tego sprawę.

  • Mądrze piszesz:) Ja raz go mam innym razem rozejdzie się, jednak dwa samochody swoje kosztują, niby mniej palą ale jednak trzeba mieć dwa ubezpieczenia, dwa razy wymieniać opony itd.
    Ale liczę na to, że oszczędności będziemy mieć więcej już niedługo.

    • Trzymam kciuki! Moim głównym wydatkiem i czynnikiem stresogennym jest właśnie samochód, dlatego chciałabym się go pozbyć. Niestety nie miałabym jak dojeżdżać do pracy (samochodem 30 minut, autobusami i pociągami sama podroż trwa ponad 1,5 godziny). Massz racje , to ogromny pożeracz oszczędności!

  • Poduszka bezpieczeństwa to absolutny „must have każdego sezonu” 😛
    Przy czym ja rozróżniam poduszkę bezpieczeństwa i fundusz awaryjny. Poduszka jest na „grubsze” sprawy i powinna wynosić mniej więcej równowartość naszych 3-6 miesięcznych wydatków. Fundusz awaryjny w wysokości 1-2 tys zł ma nas chronić przed nieprzewidzianymi zdarzeniami, jak np. zepsuta pralka:P, laptop czy inne nieplanowane wydatki.

    Na szczęście „Twoja historia” dobrze się skończyła. Ale dla wielu osób taki scenariusz stanowiłby np. początek spirali długów… :(

    • Dokładnie, znam niestety parę takich przypadków. Właśnie ostatnio zastanawiałam się czy nie lepiej byłoby przenieść cześć środków do poduszki finansowej. Suma summarum, jeśli stanie sie cos złego wszystkie oszczędności będę traktować tak samo. Czy 4 tysiące to nie za dużo w funduszu bezpieczeństwa?

      • Wiadomo, że jak wydarzy się coś bardzo złego, to skorzystasz ze wszystkich środków, a fundusz awaryjny (czy bezpieczeństwa) jest na mniej „ważne” sprawy. np. zepsuta pralka. Powinien być łatwiej dostępny niż poduszka bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że spokojnie możesz przenieść 2 tys. do poduszki bezpieczeństwa :)

  • Ciekawy post. Jeden z naszych przyjaciół w podobny sposób pomnaża swoje oszczędności. Osobiście staram się oszczędzać, a zaoszczędzone pieniądze odkładać na koncie oszczędnościowym, może w przyszłości też zdecyduję się na fundusz – pozdrawiam serdecznie :)

  • Pingback: Oszczędnickie inspiracje & finansowe linkowe party vol.6 - Oszczednicka.pl - Zarządzanie finansami domowymi w praktyce()