Skip to content

Finanse: człowiek uczy się na błędach

Dziś prawdziwa gratka, tabu współczesnego świata – kredyty, złe podejście do finansów i długi. Moje zainteresowanie ideą minimalizmu swoje korzenie miało w przeprowadzce do domu. Jednak to, co napędzało moje zmagania, co najbardziej mnie motywowało, to kłopoty finansowe, w które popadłam.

Nie była to ogromna kwota, pięcio- lub sześciocyfrowa, ale spędzała mi sen z powiek. Z perspektywy czasu myślę jednak, że była to najlepsza rzecz, jaka wydarzyła się w moim życiu. Dzięki temu teraz do kwestii finansów podchodzę dużo bardziej rozważnie, odpowiedzialnie. Odkryłam też kilku wspaniałych ludzi: Michała Szafrańskiego, mojego finansowego nauczyciela, który poprowadził mnie za rękę w bojach z moimi długami. Marcina Iwućia, który nieustannie motywuje mnie do rozwoju i Dave’a Ramsey’a, którego energię po prostu uwielbiam.

Cieszę się, że opamiętałam się w momencie, w którym mój dług wynosił dwa tysiące, nie trzydzieści… Poniżej opisałam błędy, które chronologicznie, doprowadziły do sytuacji w której się znalazłam.

finanse

Podejście „muszę” zamiast „mogłabym”

Swoje skromne zarobki roztrwaniałam już pierwszego dnia wypłaty. Nie wiem skąd brałam pieniądze na autobusy, imprezy czy jedzenie. Bo pamiętam, że żyłam ze świadomością pustego portfela mimo, iż prosto z porannych wykładów jechałam na popołudniową zmianę do pracy. Pracowałam dużo i ciężko, a wszystkie zarobione pieniądze wydawałam w głowie na rzeczy, które MUSZĘ mieć. Przez okres studiów ani razu nie pomyślałam, że te rzeczy są mi niepotrzebne, że mogłabym sobie je kupić, ale nie muszę.

Zakupy nie cieszyły, nie były doceniane – powodowały jedynie dziwne uczucie zgagi i strachu. Chciałam mieć wszystko już, teraz, natychmiast. Pojęcie gratyfikacji odsuniętej w czasie w ogóle dla mnie nie istniało

 

Oszczędności? A co to?

Skoro musiałam mieć wszystko, na co padł mój wzrok, nic dziwnego, że nie miałam żadnych oszczędności. Pieniądze odkładałam sporadycznie, a jeśli już uzbierała się na koncie jakaś konkretna sumka, była rozplanowana co do grosza. Zresztą nie było tego wiele, umówmy się, że z siedmiuset złotych niewiele da się oszczędzić.

O wadze oszczędności dowiedziałam się później, o wiele później, kiedy było już za późno na zmiany.

 

Brak budżetu

Nie wiedziałam na co rozchodzą się moje pieniądze. Był to taki magiczny czas, w którym znikały jak za dotknięciem magicznej różdżki. Stan ten utrzymywał się dość długo, nawet po wyjściu z długów. Dopiero dwa lata temu, zaczęłam spisywać swoje wydatki. Dzięki temu wiem, ile kosztuje miesięcznie samochód, ile wydałam pół roku temu na przegląd, a ile na opony. Kiedy ostatnio kupiłam waciki, i jak szybko zużywam jedno opakowanie.

Wiem też jak budować swoje miesięczne przychody i rozchody. Wiecie, to bardzo mozolne zadanie – zwłaszcza na początku, kiedy przez pierwsze parę miesięcy nie za bardzo wiemy, do czego maja służyć zebrane dane. Ale gwarantuje wam, że w każdym z nas drzemie analityk, który wyciągnie odpowiednie wnioski z miesięcznych zestawień wpływów i rozchodów.

Nawet Michał z Jak Oszczędzać Pieniądze pisał kiedyś, że najlepiej zaczynać małymi kroczkami, choćbyśmy mieli spisywać tylko ogólnie, ile w danym miesiącu wydajemy na poszczególne kategorie.  Dużo mi to dało, bo widzę, że wydatek ”Benzyna” wcale nie wynosi 500zł, ale jest zmienną, która waha się w granicach 300-700 zł.

Dzięki mojemu magicznemu Exelowi, udało mi się zbudować poduszkę finansowa i to w przeciągu pół roku, bo lepiej planuje wydatki i jestem świadoma, każdej wydanej złotówki.

 

Karta kredytowa

I tak nieumiejąca zarządzać swoimi finansami, ze złym podejściem do pieniędzy, wbiłam sama swój ostatni gwoźdź do trumny. Pamiętam ten dzień jak dzisiaj, to był czerwiec 2011, kiedy odebrałam telefon z banku. Miła Pani powiedziała mi, że chcą przydzielić mi kartę kredytową, w nagrodę za bycie tak cennym i wartościowym klientem. Byłam młoda i głupia, a przede wszystkim mile połechtana. Wybierałam się właśnie na wakacje i uznałam, że karta będzie świetnym zabezpieczeniem w razie „nagłych wypadków”. W swej głupocie miałam jednak trochę oleju w głowie, kiedy zamiast oferowanego limitu trzech tysięcy, poprosiłam o „jedynie” tysiąc dwieście złotych, czyli najniższy oferowany próg na karcie. Wiedziałam, że w miarę możliwości będę mogła spłacić kredyt przy pomocy jednej wypłaty.

Potem były wakacje, spłata, letnie wyprzedaże, spłata, rok na włoskim uniwersytecie i w końcu bezrobocie. W czasie stypendium, pożyczyłam pieniądze od brata i choć nie śpieszyło mu się z ich odzyskaniem,  chciałam mu je jak najszybciej zwrócić.

Kiedy pod koniec 2012 dostałam pracę, byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd. Zmęczona spłacaniem odsetek, świadomością długu i nieustanną bitwą, jaka toczyła się w moim portfelu postanowiłam, że 2013 będzie rokiem, w którym uzyskam stabilność finansową.

Co prawda odwiedzenie kilku krajów i kilka wesel poważnie nadszarpnęło moim postanowieniem, ale udało mi się spłacić moje długi już po pół roku. Potrzebowałam kolejnych sześciu miesięcy, by w końcu zdobyć się na zniszczenie i zamknięcie karty kredytowej. Potwora, który kusił i był „na wszelki wypadek”.

karta kredytowa
Nie ma nic piękniejszego, niż zniszczona karta kredytowa! Styczeń 2014

Resztę historii już znacie. Post zakupowy to świetna nauczka, którą dałam samej sobie. Odmawianie sobie tych drobnych codziennych przyjemności pokazało mi, że wszystko możemy zmienić. Nawet nasze podejście do zakupów.

Swoje długi, to co się stało potem i stres jakiego doświadczyłam traktuje nie jako porażkę, ale wartościową lekcję, dzięki której nauczyłam się, że najbardziej wolna czuję się, nie mając ŻADNYCH zobowiązań finansowych. To dzięki moim oszczędnością mogłam pozwolić sobie na odejście z pracy, one dały mi siłę i zmobilizowały do podjęcia tej decyzji. Bo jak wiecie, nauczona doświadczeniem, teraz oszczędzam.

A więc uczcie się na błędach, ale najlepiej cudzych, nie własnych!

Wspaniałego dnia!
Bloglovin Instagram Facebook




  • Bardzo madry, szczery post. Przeczytalam go z uwaga plus linki do Twoich starszych postow. Daje to do myslenia. Ostatnio nawet zastanawialam sie nad zakupowym detoksem. Sporo ostatnio mialam wydatkow tych potrzebnych i tych co to bardziej do zachcianek zaliczyc mozna. Czas chyba nad silna wola popracowac:) a pokus wiele.

    Po urlopie wezme sie do tego bardziej systematycznie i na pewno wroce do Twojego postu i do linkow tu podanych. Plany urlopowe dosc drastycznie mi sie zmienily i mam jeszce okolo 2 tygodni na dopiecie wszystkiego na ostatni guzik:)

    Udanego wslizgu w nowy tydzien

    • Dziekuje za miłe słowa. Zakupowy detoks to bardzo trudna sprawa, trzeba sie pilnować na każdym kroku! Sama nie zdawałam sobie sprawy ile rzeczy kupujemy odruchowo, bez większego zastanowienia., Dlatego będę za ciebie trzymać mocno kciuki! Oby zbyt wiele pokus nie stanęło na Twojej drodze!

      • Trzymanie kciukow na pewno sie przyda. Juz raz mialam przymiarke do postu i w sumie dobrze poszlo, chociaz musze przyznac, ze przy koncowce (grudzien) nieco sobie popuscilam.
        Jak zaczne moj detoks to dam znac:) poki co przed wyjazdem nie chce sie stresowac.

        • Jasne , że tak! Nie ma co się stresować! :) Udanego wypoczynku!!!

  • Pingback: Finanse: Jak mieć więcej pieniędzy? | Minimalnat()

  • Pingback: 10 najpopularniejszych wpisów w 2015 | Minimalnat()