Skip to content

Droga do kontroli nad swoimi finansami: Podsumowanie + moja wymarzona torebka

Wspominałam w poście o ograniczaniu swoich zasobów o decyzji zaprzestania kupowania zbędnych rzeczy.  Chciałam wyeliminować cały ten szajs… Okazji do „kupienia” czegoś jest zawsze wiele, ale nikt nie nagradza nas za odmawianie sobie samemu. Nie miałam z tym wielkich problemów, choć czasami sama siebie na siłę przekonywałam, że dana rzecz jest mi absolutnie niezbędna. Okazało się jednak, że moje życie nie zawaliło się, bo nie kupiłam sobie złotego naszyjnika, nowej koszuli do biura, czy przepięknej cyrkonowej torebki (którą pewnie użyłabym dwa razy).  Nie umarłam też z głodu, pragnienia, czy nudy. Ograniczałam wszystko, jedzenie, książki (mam jeszcze kilka nieprzeczytanych) oraz buty.

niekupowanie

Do wspomnianej w poprzednim poście skarbonki na początku skrupulatnie wrzucałam 1 złoty za każdą rzecz, którą sobie odmówiłam. Stwierdziłam jednak, że pokusa pokusie nierówna, więc zwiększałam kwotę stosunkowo do jej mocy. I tak za czerwone buty wrzuciłam 10 zł, czarno-białą sukienkę aż 20. Czasami wrzucałam też 10 zł za produkty spożywcze, wtedy kiedy byłam „tak bardzo głodna”, że miałam nie wytrzymać do obiadu, który czekał w domu. Ale jednak się udało- przeżyłam :)

Kilka złotych wylądowało tam za zwalczenie pokusy kupienia sobie przepysznego ciastka, kolejnego kolorowego drinka, czy nowego lakieru do paznokci. Największą kwotę wrzuciłam ostatnio, bo aż 50 zł za silną chęć kupienia CZEGOKOLWIEK NOWEGO na ślub moich znajomych. Chodziło tu rzecz jasna o sukienkę, coś nowego w czym czułabym się świetnie. Stwierdziłam jednak, że to nie ma większego sensu. W domu mam kilka sukienek, które nadadzą się na tę okazję, a z pośród zgromadzonych gości tylko ja, mój partner i siostra z mężem będą wiedzieli, że miałam je na sobie więcej niż raz… Ba! Więcej niż trzy razy! I choć zakup ten byłby usprawiedliwiony, mogłabym go nawet podciągnąć pod konieczny- nie był niezbędny. Zachowałam więc rozsądek i odmówiłam sobie i tej „przyjemności”. Daję to słowo w cudzysłowie, bo radość z tego zakupu byłaby krótkotrwała, wiec i przyjemność żadna.

Trening czyni mistrza, bo z dnia na dzień pokusa kupienia czegoś była mniejsza, o niektórych rzeczach, gdyby nie zdjęcia nawet bym nie pamiętała. Kila rzeczy wciąż plącze mi się po głowie… Ale nie są warte mojej uwagi.

Od pewnego czasu przestałam też się nagradzać. Patrzyłam na daną rzecz, myślałam czy warto, choć czasami trwało to trochę dłużej niż zazwyczaj,  odpowiadałam sobie, że nie i na tym koniec. Teraz, to dla mnie normalne, że staram się nie kupować i szukam argumentów „przeciw” zamiast „za”.

Co zrobiłam z odłożonymi pieniędzmi? Udało i się odłożyć 691,56 zł (skąd te 56 groszy???), zebraną kwotę podwoiłam i wykorzystałam na coś praktycznego, pięknego i pouczającego. Praktyczny i pouczający jest kurs angielskiego. Poziom C1 za lwią część tej kwoty.

Nie żałuje swojej decyzji ani kwoty, która zniknęła z mojego konta. Co więcej jestem z siebie dumna, że w końcu się zdecydowałam. Każdego dnia umacniam się w tej decyzji i już nie mogę się doczekać października. Kolejną rzeczą było coś o czym od dawna marzyłam: torebka SELMA MINI. Tak, tak- ja też dałam się uwieść Michaelowi Korsowi, choć mój model nie jest chyba tak popularny jak Jet Set. No i jest ze mną już od około miesiąca: praktyczna i piękna. Oślepia złotymi literkami, ale…. hmmm No właśnie: ALE To tylko przedmiot, taki o który długo marzyłam, ale tylko przedmiot. Cholernie drogi. Nie wiem czego się spodziewałam, może myślałam, że przewiezie go książę na białym koniu, a nie grubawy pan Kurier. Że pomagać mu będzie jednorożec, anielskie cherubiny zagrają na trąbkach a ja magicznie zmienię się  w Claudię Schiffer (choć teraz na topie jest chyba Miranda Kerr). WP_20140823_18_55_13_Pro No nic, moje życie nie zmieniło się magicznie za sprawą tej torebki – pozostało takie samo, bez zmian. Więc: czy było warto? I tu odpowiem jak typowa kobieta: tak, po stokroć.

Bo dzięki temu odkryłam, że najlepiej smakują mi rzeczy które bardzo długo odkładałam w czasie.

Spełnienie pragnienia nie zawsze oznacza, że sami czujemy się spełnieni. To tak jak w tej piosence ClodplayWhen you get what you want, but not what you need”.  Dość droga lekcja, ale było warto. A co z torebką? Cieszę się z niej. Muszę przyznać, że już od dawna nie miałam tak świetnie wykonanej rzeczy. Jestem pewna, że będzie mi służyć przez lata i jestem zadowolona z jej zakupu. Koniec. Kropka. -Natalia

Bloglovin Instagram Facebook



  • Naprawdę ciekawy blog :)
    Teraz też się uczę takiego oszczędzania – nie kupuję wszystkiego co mi się akurat podoba, bo wcale nie jest mi to potrzebne. I powiem Ci, że większą przyjemność mam kiedy z (już) niewielkiej ilości rzeczy w szafie układam coś fajnego, niż z kolejnej szmatki. Taka się czuję kreatywna wtedy 😀
    Ale uważam, że torebka Korsa jest w pełni uzasadnionym wyborem – w końcu to torebka na lata, ponadczasowa no i dobrej jakości. Na takich rzeczach nie powinno się oszczędzać! Jeśli dążysz do zakupowego minimalizmu to polecam Ci bloga ubierajsieklasycznie.pl – o ile jeszcze go nie znasz :)
    Uff, trochę się rozpisałam 😀

    • Dziękuje! To samo mogę powiedzieć o Twoim blogu. Bardzo bym chciała, żeby moje posty o podróżach były tak klimatyczne jak Twoje. Chyle czoła!

      Droga do opanowania swoich finansów jest bardzo długa, sama przechodziłam kilka etapów. Myślę, ze to kiedyś szczegółowo opisze, bo to dla mnie samej jest ciekawy temat. Poukładać sobie to do czego doszłam i to co jeszcze przede mną. Niestety niewiele się o tym na blogach piszę bo pieniądze to bardzo „intymny” temat, ciężko też przyznać , że sobie nie radzimy z ich zarządzaniem. Ja sie tego nie wstydzę, bo każde porażki prowadzą nas do sukcesów.

      Cieszę się, że pochwalasz mój zakup Korsa, sama też coraz bardziej się do niego przekonuje- choć pewnie gdyby jego zakup nie przyszedł mi z tak dużą łatwością pewnie bardziej bym się z niego cieszyła. I jestem bardzo wdzięczna za link, „ubierajsieklasycznie” znam i obserwuję już od kilku tygodni. Pozdrawiam ciepło Natalia :)

  • Kasia

    Hehe dobra akcja :)
    Miała na celu umocnienie Ciebie i pokonanie słabości i jak widać po części się udało!
    Ja również staram się omijać sklepy szerokim łukiem (choć niestety jesień idzie i jednak trzeba będzie coś nowego kupić, żeby nie zamarznąć..) i odkładam skrupulatnie co miesiąc pewną sumę na kupno samochodu. Mam nadzieję, że zdążę przed zimą a ciuchy przecież nie uciekną! :)

    Pozdrawiam
    Kasia

    P.S. Ciekawie tu u Ciebie :) Powodzenia

    • Kasiu, trzymam kciuki za realizacje twojego marzenia. Samochód to rewelacyjna sprawa! Sama mieszkam na wsi z której nie ma zbyt wielu możliwości wydostania się, wiec u nas w rodzinie samochód to niemal konieczność. Ja swój pierwszy samochód kupiłam na w spółę z siostrą, ale tak na prawdę tylko sporadycznie z niego korzystałam. Wiec utopiłam kasę którą mogłam jakoś fajniej wykorzystać. Na swój obecny wzięłam kredyt, [niestety, choć spłaciłam już 80 % :) ] bo dostałam pracę w miejscowości do której mogę dojeżdżać tylko swoim środkiem transportu. Teraz trochę żałuje, że kupiłam samochód na ropę, z tak dużym silnikiem. Nie przemyślałam dobrze marki i modelu który wybrałam i teraz pluję sobie w brodę. Mogłam kupić coś połowę tańszego, na gaz – a wiec tańszego również w eksploatacji. Skoro zakup już coraz bliżej, i czujesz lekką presję czasu radzę ci jedno :Nie popełnij mojego błędu! :)

      p.s. i słuchaj doradców, ale wybiórczo! Moim ulubionym stwierdzeniem, które słysząłam naokoło było „chcesz kupić model XYZ? Mój kolega/tata/ znajomy/ brat wujka ciotki męża ma i się strasznie PSUJE” Kasiu, każdy samochód się psuje, części się zużywają – masz szansę jedna na tysiąc, że ty akurat trafisz ten najbardziej wadliwy, legendarny wręcz model :)

      Pozdrawiam Natalia.

  • K.

    świetny pomysł z tym odkładaniem pieniążków, sama na pewno postaram się spróbować :) a torebka mimo wszystko piękna !

    http://simplylifestyle.blogspot.com/

    • Dziękuje, ostatnio zaczęłam tez odkładać wszystkie pięciozłotówki, które znalazły się w moim portfelu. Tak, żeby zastąpić to wyzwanie. :)

  • ja lubię inwestować w buty które później noszę latami (stawiam na klasykę) :) kupna takiej torebki też bym nie żałowała:)

    • Z perspektywy czasu coraz bardziej się do niej przekonuje :)

  • Pingback: Mniej wokół mnie: Torebki | Minimalnat()

  • Pingback: Projekt 333 Lato. Elementy | Minimalnat()

  • Pingback: Finanse: człowiek uczy się na błędach | Minimalnat()

  • Pingback: Projekt 333 Lato. Podsumowanie! | Minimalnat()

  • Anna

    Powiem Ci, że to super pomysł robić najpierw zdjęcie, by zastanowić się, czy na prawdę się tego potrzebuje 😉

    • Szczerze powiem, ze robię tak do teraz :) Choc przez prace mam mniej czasu na zakupy i raczej robię je teraz internetowo. Z rożnym skutkiem :)