Skip to content

Dlaczego nie m(iał)am w co się ubrać?

Jest 5 rano, stoję przed szafą. Mam dziś sporo spraw do załatwienia, rano szkoła, potem kino i kawa z przyjaciółką. Popołudnie spędzę w biurze, w domu będę około 23. Ubranie na dziś musi być wygodne, niemnące się, utrzymane w klimacie  Business cassual. Pięć minut później już ubrana układam włosy.
Kiedy wybieram coś z mojej szafy nie wkładam tego z powrotem, nie przebieram się 10 razy, nie spędzam kilku godzin przed szafą czekając na natchnienie.

Ale nie zawsze tak było, oj nie. Nie jestem jakąś superwoman, ani osobą o niezwykłym stylu i intuicji.

POCZDAM


Zdarzały się momenty, kiedy wychodziłam z domu i już w momencie zamykania drzwi miałam ochotę wrócić i zmienić ubranie. Czasami czułam się tak źle w swoich ciuchach, że na uczelni chodziłam cały czas w kurtce… Czasami spędzałam pół godziny przed szafą i dalej nie miałam pomysłu co na siebie włożyć. Czasami chciałam wyrzucić całą swoją szafę na śmietnik.

Kiepsko…

Teraz dzięki Capsule Wardrobe i generalnym porządkom udało mi się skomponować miarę spójną szafę. Jest tam jeszcze parę rzeczy, których mogłabym się pozbyć. Wiem to doskonale, ale daje sobie czas. Bo czas, to mój największy sprzymierzeniec.

Ilość

To chyba największy błąd, za dużo ciuchów. Mój projekt Capsule Wardrobe uświadomił mi, że najbardziej kreatywna jestem, kiedy mam ograniczony wybór. Najlepiej też wykorzystuje potencjał danej rzeczy. Miałam sporo rzeczy tanich, przypadkowych. Czasami były to ubrania, w których źle czułam się już w sklepie, kupiłam tylko dlatego, że były tanie…

Jak z tym walczyć: kopnąć się w cztery litery i rozgrzebać swoją szafę. Potem być bezlitosnym i wyrzucać, wymieniać i oddawać. Z reguły przy takim pierwszym wyrzucaniu od razu znajdziemy rzeczy, których możemy się pozbyć. Mniej znaczy więcej.

82f0c036964c55520086ŹRÓDŁO

Ubrania, które do siebie nie pasują

Czyli masa ubrań, które tak naprawdę były dobrem komplementarnym. Co to znaczy? Żeby zacząć je tak na prawdę używać, musiałabym dokupić pasek / sweter /spodnie. Nie pasowały do niczego. Teraz zachodzę w głowę jak na miłość boską miałam ubrać się w pięć minut, skoro nic do siebie nie pasowało?

Jak z tym walczyć: OK. Kiedy już wyrzucimy małą kupkę ubrań, których nie lubimy pomyślmy co zrobić z resztą? Zauważyłam, że tak naprawdę w szafie mam już masę rzeczy, które do siebie jednak pasują. Ale byłam zbyt leniwa, by to odkryć. Wygodniej przecież skopiować coś kapka w kapkę ze sklepowego manekina, działać zgodnie z utartymi schematami. :) Polecam każdemu obserwowanie siebie:

  • Po co najczęściej sięgasz do szafy?
  • Czego najrzadziej używasz?
  • Jakie cechy mają twoje ulubione ubrania, a jakie te, których nienawidzisz?
  • Jeżeli czegoś nie nosisz to dlaczego?

Kiedy włączysz swój mózg na tryb rejestrowanie, zauważysz bardzo wiele rzeczy. Da ci to nie tylko ogólny pogląd na to jakie cechy powinien mieć twój idealny ciuch, ale też pokaże jakich ubrań powinnaś w przyszłości unikać. Rejestruj też ubrania, którym według ciebie czegoś brakuje. W sumie ten pasek, który koniecznie musiałam mieć do granatowego swetra nie jest mi wcale potrzebny, bo mogę użyć innego, a do jasnej sukienki będą pasować też inne buty.

Może być…

Patrzę w lustro:”Może być”, spoglądam na swoją szafę:”Może być”. Zakładam koszulkę, której w sumie nie lubię, ma beznadziejny materiał, ale „może być”. Spódnica drapie mnie okropnie, ale kosztowała 20 zł i „może być”. Kompromisy, kompromisy, kompromisy jak okiem sięgnął… Bo nie chciało mi się szukać idealnej spódnicy, perfekcyjnej bluzki. Po co czekać, szukać i tracić czas jak chcę mieć coś już! Natychmiast!

Często wpadamy w tą pułapkę kiedy chcemy zmienić swój nastrój dzięki zakupom. Wtedy  gorączkowo szukamy czegokolwiek nowego. Nastrój się po takich zakupach raczej nie poprawia. Prawda? Najprzyjemniejsze jest po miesiącach poszukiwań kupić tą jedną, wyśnioną idealną spódnicę zamiast pięciu „może być”. Bo daje ci coś czego nie da ci ilość- to pewność, satysfakcja że znasz siebie i wiesz co lubisz.

Jak z tym walczyć: zdanie „może być” w ogóle przestało dla mnie istnieć. Nie idę na żadne kompromisy. Jeśli mam jakieś „ale” nie kupuje. Idę dalej i zapominam. A zapomnę na pewno! W pierwszych miesiącach byłam na prawdę zaskoczona jak wiele rzeczy nie kupiłam, bo nie byłam ich w 100% pewna. I nie mówię tu tylko o ubraniach, ale też telefonie, głośnikach, czy oponach zimowych.

NIE MAM W CO SIĘ UBRAĆŹRÓDŁO

Za dużo sentymentów

Sukienka od mamy, bluzka od siostry. Nietrafione prezenty od koleżanek. Czyli masa rzeczy, które zostały mi podarowane, a tak na prawdę do mnie nie pasowały. Zaburzały moją wyśnioną szafę, która gdzieś tam była, głęboko pod nimi zakopana.

Jak z tym walczyć: dać sobie czas. Powalczyć trochę z sentymentem do danej rzeczy, zastanowić się co go tak na prawdę powoduje? Czy mama będzie zła, jeśli oddam komuś sukienkę , którą mi kupiła? Chyba nie… wiec po co zaśmiecać swoją przestrzeń?

Starajmy się nie gromadzić. Nie zaśmiecać, nie tylko swojej szafy, ale też ogólnie pojętej przestrzeni życiowej. Wszystkim po generalnych porządkach polecam zakupowy post, zamiast natychmiastową wizytę w sklepie w celu uzupełnienia braków. Sama zrobiłam podobnie razem z moim projektem 12 pieces, kupowałam tylko jedną rzecz miesięcznie. Czasami były to niewypały, ale za to przemyślane niewypały. : )

Zobacz jak czujesz się z nową – starą szafą, potem zrób listę i pomyśl czym mogłabyś ją uzupełnić. Nie mówię tu o boskich butach, które nie są ci potrzebne bo w sumie masz 50 par. Albo o rewelacyjnej kurteczce, którą mają wszystkie twoje koleżanki. Niech to będą rzeczy, które uzupełnią to, co masz, nadadzą im jakiś charakter.

 

Mam nadzieje, że dał wam coś powyższy teks. Od siebie mogę dodać, że to jest „true story” i moje obserwacje, macie jakieś inne doświadczenia? Piszcie- Strasznie jestem ciekawa!
Pozdrawiam, Natalia.
BloglovinInstagramFacebook




  • simplifepl

    „niemnące się” 😀 aż musiałam sobie na głos przeczytać :) żeby nie było, wiem że istnieje takie słowo, ale mam wrażenie, że nigdy nigdzie go nie użyłam :)

    • To najpiękniejsze słowo świata. Nienawidzę prasować i wszystko co jest niemnące się jest wspaniałe! :)

  • Catalina

    Jestem u Ciebie pierwszy raz i.. przepadłam. Idę nadrabiać archiwum :)

    Ps. „Niemnące się” jest najlepsze.

    Pozdrawiam,
    Catalina

    • Oj, Dziękuje Ci Catalino! Strasznie miło się czyta taki komplement! :)

  • Rzeczywiście robi wrażenie niemnące 😉

  • Tez jestem pierwszy raz i zostaję :) jakbym czytała o sobie. Wczoraj właśnie porządkowanie szafę i postanowienia mam dokładnie takie jak piszesz
    :)

    • Super! Moją główną motywacją było pozbycie się wrażenia „bylejakości”, chciałam poczuć się w swoich ubraniach lepiej! I tak się stało- życzę Ci Karolino tego samego! :)

  • michaśka

    Tak, tak… To o mnie ten tekst, ale ja już jestem po lekturze całego bloga, po ubraniowej rewolucji i naprawdę MAM SIĘ W CO UBRAĆ!!! Wszystko do siebie pasuje. Mogę wyciągać z szafy z zamkniętymi oczami i wiem, że będzie ok. Poza tym moja garderoba to wyłącznie ubrania, które kocham i noszę z ogromną przyjemnością. Dziękuję za inspirację i motywację do takich zmian. Pozdrawiam

    • Michaśko – To ja Ci dziękuję! Nie ma nic piękniejszego niż zainspirować kogoś do zmian! BARDZO się cieszę, że jesteś teraz zadowolona ze swojej szafy! Oby tak dalej! :)

  • Też kiedyś miałam tak, że kupowałam rzeczy, do których nie byłam do końca przekonana. Myślałam, że kiedyś mi się przydadzą… Teraz kilka razy pomyślę zanim coś kupię i staram się, by jedną rzecz można było połączyć na kilka sposobów :)

    • Dokładnie Matrelsy, keidys moja szafa to była definicja „jakoś to będzie”. Teraz stawiam na ciuchy, które uwielbiam nosić :)

  • Jakbym czytała o sobie :))) Po moich porządkach mam już listę właśnie tych rzeczy, których mi brakuje i choć byłam już kilka razy na zakupach to nie kupiłam NIC bo nie trafiłam na idealny egzemplarz. Jestem pewna, że dawniej już bym kupiła wszystko z listy w wersji „może być”, ale teraz też obiecałam sobie żadnych kompromisów :)) I choć za pierwszym razem wróciłam trochę zawiedziona, że nic nie kupiłam to teraz się cieszę i jestem z siebie dumna, że w końcu jestem świadomym konsumentem! Koniec z bylejakością! 😉

    • Oj Tak! Jeżeli coś nie jest dla nas idealne powinnyśmy sobie to darować, bo później, już w naszej szafie ten stan nie ulegnie zmianie. :)

  • Pod wieloma rzeczami mogłabym się podpisać. Szczególnie kupowaniem czegoś, bo może być i jest tanie :) Dziś wywaliłam całą szafę na łóżko. Kurde, masa ciuchów, a ja wiecznie mam problemy z ubraniem. Baaa ja już robiłam wiosenne porządki, 3 torby poszły do młodszych sióstr, kilka rzeczy na allegro…

    Co do zakupów postanowiłam, że jeśli nie jestem pewna to zostawiam rzecz w sklepie i mówię sobie, że jeśli jutro będzie mi się chciało po nią wrócić to znaczy, że naprawdę mi się podoba :)

    • Dokładnie! Powiem ci, że ten zakupowy post to była chyba najtrudniejsza rzecz jaka przeszłam po czystkach w szafie. Bo stwierdzić, że coś do ciebie nie pasuje jest łatwo. Łatwo też jest oddać coś czego już nie nosisz, ale powstrzymać sie od uzupełnienia braków – ciężka sprawa! Zwłaszcza jeśli latami kupowałaś coś co „może być”, a teraz musisz zamienić to na „ma być idealne w 100%” :) Trzymam za ciebie kciuki- obyś nie zapełniła szybko pustek w szafie :) Al jesli tak, niech będą to same IDEALNE rzeczy! :)

  • Pingback: Zakupowy post podczas wyprzedaży – wersja light. Czyli przewodnik dla zagubionych | Minimalnat()

  • Pingback: 12 PIECES 2016 | Minimalnat()

  • Pingback: 10 najpopularniejszych wpisów w 2015 | Minimalnat()

  • Anvariel

    Jakbym czytała o sobie, szczególnie w kwestii ubrań w których nie czuję się dobrze lub które do niczego nie pasują. Był okres, że próbowałam się zacząć ubierać bardziej kobieco – sukienki w pastelowych kolorach, ładne bluzeczki i tak dalej. Prawdo okazała się bolesna, sukienki są śliczne i czasem nawet je założę, ale i tak 100 razy bardziej wolę ubrać skórzaną spódnicę i zwykłą koszulę. Chyba sobie odpuszczę styl „na delikatną kobietkę” :) Był też okres, jeszcze wcześniej, że szukałam ciuchów jak najbardziej fantazyjnych, które oczywiście do niczego nie pasowały, szafa pękała w szwach a ja nie miałam co na siebie założyć. Na szczęście to już przeszłość 😉

    • Oj dobrze to znam. Tez przechodziłam okres słodkiej kobietki, gównie za namowa siostry, żebym ubierała sie bardziej kobieco 😉 Takie epizody pozwalaja nam znaleśc swoj własny styl. Mysle, że to właśnie jest najfajniejsze – kiedy coraz bardziej siebie określasz. A co z ubraniami z tego okresu? Sprzedałaś je? Rozdałaś? :)

      • Anvariel

        Nie ma ty ubrań wiele, na szczęście. Niektórym, w odpowiednich stylizacjach da się nadać opowiadający mi pazur. Pozostałe czasem zakładam. Nie są to markowe ubrania, więc pewnie ciężko by było sprzedać. Dać nie bardzo mam komu. Wyrzucić, nie wyrzucę.