Skip to content

Co zabrać ze sobą do Maroko? Czyli 10 dni w bagażu podręcznym

Jak dobrze wiecie na początku roku spełniłam swoje podróżnicze marzenie i ruszyłam do Maroko. Do dyspozycji miałam jedynie bagaż podręczny, a musiałam przygotować się na WSZELKI wypadek. Na każdą pogodę i okoliczność. W dodatku postanowiłyśmy podróżować po kraju wzdłuż i wszerz, więc temperatura była bardzo zróżnicowana. Robiłam już podobny post o tym co spakowałam do Barcelony, a teraz pokażę wam co spakowałam do Maroka i jak z perspektywy czasu oceniam przydatność tych rzeczy w mojej podróży. WP_20150110_19_56_15_Pro

Co zabrać ze sobą do Maroko? Czyli 10 dni w bagażu podręcznym

  1. Japonki – Kiedy nie wiesz co cię czeka w podróży i jakie warunki sanitarne będą panować w hotelu, zawsze warto mieć pod ręką japonki. Mogłabym zrezygnować z kilku bluzek, ale para japonek musi być!
  2. Bawełniane baleriny – Balerinki to alternatywa dla moich butów sportowych. Myślę, że mogłabym spokojnie się bez nich obejść. A więc, jeśli ktoś zastanawiałby się nad zabraniem dwóch par butów. Jedna w zupełności by wystarczyła.
  3. Buty sportowe -Coś wygodnego i ciepłego. Idealnie „grają” z resztą mojej szafy. Niezbędne!
  4. Dwa swetry – Jeden rozpinany, jeden wkładany przez głowę. Ten zakładany przez głowę założyłam tylko dwa razy – w Berlinie na lotnisku, kiedy było niesamowicie zimno i potrzebowałam kolejnej warstwy.
  5. Siedem podkoszulek – Wliczam także jedną podkoszulkę do spania, która miałam na sobie pierwszego dnia i po wypraniu służyła mi jako piżama. Czyli 6 podkoszulek w 10 dni- w zupełności wystarczy.
  6. Trzy pary spodni – Powiem szczerze, mogłam spokojnie zostawić jedną parę leginsów, a to dlatego, że nie sprawdziły się w podróży. Teraz z perspektywy czasu zamieniłabym je na zwykłe spodnie dresowe.
  7. Bielizna – Tu się nie będę zbytnio rozpisywać, każdy bierze tyle, ile wydaje mu się konieczne.
  8. Długa spódnica – Pożyczona od siostry. Mimo, iż nieużywana niesamowicie przydała się w Marrakeszu, podczas cowieczornych podróży z łazienki do pokoju. Czyli założyłam ją w sumie trzy razy. Zabrałam ją z myślą, że może się przydać i tak też się stało.
  9. Polar -Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Zdecydowanie najlepszy zakup tego roku! Powiem szczerze, że zawaliłam sprawę tym, że nie zabrałam jeszcze jednej ciepłej bluzy. Polar nosiłam za dnia i zdarzyło mi się w nim spać parę nocy. Okazał się niezbędny!

Co zabrać ze sobą do Maroko? Czyli 10 dni w bagażu podręcznym

  1. Duży ręcznik do ciała – Jeden w zupełności wystarczy. Zwłaszcza, że w kilku hotelach miałyśmy ręczniki dla gości.
  2. Mały ręcznik – Super przydatna rzecz w podróży. Używam małego ręcznika do wycierania buzi. Nie wszystkim może wydać się to konieczne, ale dla mnie to mus.
  3. Kosmetyki – Dużą i ciężka paletę cieni z Inglota zamieniłam na mini paletkę z Bell. Cienie niestety okazały się bardzo nietrwałe, więc żałowałam, że nie zabrałam moich Inglotowych ulubieńców. Podkład w małym słoiczku wykorzystałam w całości, czym byłam zaskoczona, bo myślałam, że zabraknie mi go już po paru dniach. Ciężki pędzel do podkładu zamieniłam na gąbkę z Real Techniques i jestem więcej niż zadowolona. Każdemu polecam to rozwiązanie- oczywiście, jeśli nie stosujecie najtańszej i najlżejszej metody – swoich palców  : )
  4. Kremy – Do ciała (Nivea Soft) i do buzi (Ziaja – biała herbata). Bardzo okrojona wersja moich kosmetycznych ulubieńców. Mniej już się chyba nie da.
  5. Próbki moich wypróbowanych (!) już kosmetyków – Mogłam sobie darować. Choć muszę przyznać, że dwie próbki żelów pod prysznic bardzo się przydały!
  6. Mini produkty -Sama nawet nie wiedziałam, że dostępnych jest tak wiele „mini” opakowań. Moimi hitami są mini dezodorant i  szampon Batiste. Ten drugi MEGA przydatny. W jednym z hosteli miałyśmy tylko zimną wodę, w innym ciepła woda, to była loteria. Czasami szampon służył tylko do odświeżenia grzywki, czasami całej głowy. Jedyne czego żałuje, to brak mini lakieru do włosów. Moje strasznie się puszyły, zwłaszcza w nadmorskich miejscowościach, a lakier pomógłby nad nimi zapanować. Kolejną rzeczą, której żałuje to tylko jeden żel pod prysznic. Dzięki bogu w jednym z hoteli dostałyśmy mini mydełka, więc przez dwa dni nie korzystałam z mojej buteleczki. Co nie zmienia faktu, że po kilku dniach już go nie miałam. Uratowały mnie próbki żeli, które zabrałam ze sobą, ale do tej pory się dziwie, że zabrałam dwa szampony, a jeden żel pod prysznic…
  7. Chusteczki higieniczne – Trzeba mieć. Żałowałam, tylko że zabrałam jedynie 2 paczki.
  8. Chusteczki do higieny intymnej– Dla kobiet. Niezbędne, nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
  9. Chusteczki dezynfekująceNie są konieczne, ale fajnie wytrzeć ręce przed posiłkiem. Zwłaszcza, że w Maroko lwią część dań je się właśnie rękami.

Zapomniałam jeszcze o gumach do żucia i opakowaniu do szkieł : ) Też super przydatne. Co zabrać ze sobą do Maroko? Czyli 10 dni w bagażu podręcznym

  1. Poduszka podróżna – Kupiłam ją za 4 złote w jakimś markecie i powiem wam, że to najlepiej wydane 4 złote EVER! Już nie raz sypiając na lotnisku, marzyłam o poduszce podróżnej. Mówiłam sobie następnym razem, ale ten następny raz nie nadchodziła. Dlaczego? Bo podróżuję zazwyczaj z bagażem podręcznym, a poduszki dostępne w sklepach są już wypełnione, przez co zajmują wiele miejsca.  A taka nadmuchiwana? To IDEALNE rozwiązanie. Używałam jej śpiąc na lotnisku w Berlinie, a także parę razy w Maroko, kiedy poduszki były za twarde albo po prostu wolałam ich nie dotykać.
  2. Przewodnik Pascala – Przewodnik dość przydatny. Dość, bo niestety mapa Marrakeszu jest tylko poglądowa, czyli w ogóle mogłoby jej nie być. Choć uratował nam życie, kiedy zdecydowałyśmy jechać do Essaouirii. Właściwie to dzięki niemu tam trafiłyśmy. Więc mam mieszane uczucia. A wy zabieracie przewodniki, czy nie?
  3. Idealna torebka podróżna – Swoją idealną torbę prosto z Whishlisty 2015 znalazłam w Green Poincie. Jest niesamowicie pakowna i praktyczna, plus świetnie się na niej śpi : ) Zostaje ze mną na wieki!
  4. Szal – Zabieram zawszę, kiedy gdzieś jadę. Jestem zdecydowanie „szalową” dziewczyną. Mam na niego 100 pomysłów i jest mi się niezbędny.
  5. Nawigacja – Ostatecznie jej nie zabrałam, bo coś mnie tknęło, żeby zobaczyć czy ma w ogóle wgrane mapy Maroko. Jak możecie się domyślić – nie miała. I trochę tego żałuje, bo gubiłam się w Maroko 100 razy, choć chyba taki w tym państwie urok, żeby gubić się nieustannie.
  6. Aparat – Większość zdjęć robiłam telefonem, więc mógł zostać w domu.
  7. Mały portfel – Na obcą walutę, ot taki bajer. Nie powiem, żeby był niezbędny, ja po prostu lubię mieć porządek w torebce.
  8. Telefon – Przydatny, zwłaszcza kiedy trzeba zawiadomić rodzinę, że jeszcze żyjesz i masz się świetnie.
  9. Paszport – No cóż, to raczej mus : )

Co zabrać ze sobą do Maroko? Czyli 10 dni w bagażu podręcznym

  1. Szybkie zupki – Nie użyłam ich nawet raz. Raczej marzyłam o ciepłej herbacie niż o ciepłej zupce Knorra… Nie mogłam też narzekać na bark jedzenia, bo w Maroku jadłam wszystko, co mi wpadło w ręce!
  2. Ciastka – Smaczne! Czekała nas noc na lotnisku i późny przylot do Agadiru. Więc, im więcej jedzenia tym lepiej!
  3. Ser i wędliny pakowane hermetycznie – SUPER PRZYDATNE!!! Mój must have! Nie chcę, żebyście myśleli, że cały wyjazd jadłam tylko wędliny z Polski, o nie! Ale kiedy zmieniałyśmy hotele, wyruszałyśmy bardzo wcześnie rano albo jechałyśmy gdzieś na wycieczkę (Casablanca) świadomość o tym, że mam opakowanko wędlin sprawiała, że czułam się pewniej. W przypadkach skrajnego głodu jadłyśmy je same, bez żadnego chleba. Możecie co prawda kupić pakowane sery na miejscu, ale tylko w większych miastach. Zdecydowanie nie miałyśmy czasu i ochoty szukać supermarketów w każdej miejscowości, w której byłyśmy.
  4. Kawy 3 w 1 – Nie wiem czemu łudziłam się, że w Marokańskich hotelach znajdę w naszym pokoju czajnik. Widać trzy gwiazdki w Europie, to nie zawsze, to samo co trzy gwiazdki w Maroko. Ale pomimo, iż kawa wróciła ze mną do Polski i tak zabrałabym ja ponownie! Wiem, ile razy byłam skłonna dać wszystkie pieniądze świata za szklankę ciepłego napoju.
  5. Sól i pieprz w małych, jednorazowych porcjach – Zużyte, a więc warto je zabrać. U mnie sprawdziły się głownie jako dobro komplementarne mojej wędliny i serów. W sam raz do Marokańskich pomidorów : )
  6. Herbata i cappuccino – Podobnie jak kawa, wróciły do Polski.

Zastanawiam się, czy powyższa lista wydaje wam się dziwna? Sama nie wiem, czy to normalne brać kilka paczek polskiej wędliny. Dajcie znać czy wy też szmuglujecie polskie specjały : ) A za parę dni opublikuję Capsule Wardrobe z Maroko. Czyli jak zabrane przeze mnie rzeczy sprawdziły się na innym kontynencie.

Pozdrawiam, Natalia.
Bloglovin Instagram Facebook