Skip to content

Asia i jej droga do racjonalnej konsumpcji

Witajcie moi Drodzy Czytelnicy. Dziś, w tym wyjątkowym dniu, mam przyjemność przedstawić wam Asię, moją siostrę. To żona, mama cudownej dwulatki, kobieta twórcza i dynamiczna. Prowadzi własną firmę, pracuje na etacie, wychowuje dziecko, a po godzinach realizuje projekty DIY, których rezultaty zwalają z nóg. Na szczęście znalazła czas i dla mnie :) Od dziś będziemy razem tworzyć MinimalNat.

Podzieli się z Wami swoim spojrzeniem na temat urządzania wnętrz, pokaże jak samodzielnie upiększyć meble, przybliży wam swoje zdanie na temat finansów we dwójkę.

Asia i jej droga do racjonalnej konsumpcji

Witam wszystkich Czytelników! Mam nadzieję, że z przyjemnością będziecie czytać moje wpisy i śmiało je komentować. Dziś, chciałabym przybliżyć nieco „moją” drogę do racjonalnej konsumpcji, gdyż minimalistką nigdy nie byłam i nigdy siebie tak nie nazywałam. Przeszłam za to etap nadmiernego konsumowania, który otworzył mi oczy na bardzo wiele spraw.

Wszystko zaczęło się na studiach. Imałam się różnych dorywczych zajęć, a otrzymane za to wynagrodzenie przepuszczałam na szmatki i kosmetyki. Co miesiąc po wypłacie chodziłam na wielki rajd zakupowy, co miesiąc kupowałam bluzeczki, torebki, szampony, kremy, balsamy… Gromadziłam te wszystkie przedmioty, a ciągle czułam niedosyt, ciągle nie miałam się w co ubrać i ciągle nie wyglądałam jak dziewczyny z magazynów. Przedmioty, na które wydawałam pieniądze, były nie rzadko kiepskiej jakości, po użyciu kremu, czy balsamu dostawałam wysypki, a ciuchy rozpadały się już po pierwszym praniu.

Pieniądze to nie wszystko

Przełom nastąpił w 2010 roku, gdy podjęłam decyzję o odejściu z mojej dotychczasowej pracy. Panowała tam bardzo niezdrowa atmosfera, która wprost niszczyła mnie psychicznie. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek zwolnię się z takich przyczyn, ale nawet dobre wynagrodzenie nie potrafiło mnie tam zatrzymać. Zbiegło się to akurat z ostatnim rokiem aplikacji prawniczej mojej szwagierki, która potrzebowała w tym czasie więcej pomocy niż zazwyczaj.  I tak,  z pracownika korporacji, stałam się nianią :) Nie pracowałam przez osiem miesięcy, a opiekując się moją bratanicą, miałam dużo czasu na refleksje.

Może to dziwne, ale nigdy nie czułam się szczęśliwsza niż wtedy, gdy bez grosza przy duszy spędzałam czas z rodziną. Niespiesznie, powoli, delektując się tym słodkim i nieznanym mi dotąd doświadczeniem.

A wiecie co w tym wszystkim było najśmieszniejsze?

Wcale nie musiałam kupować ubrań czy kosmetyków, bo miałam ich tyle, że przez te osiem miesięcy korzystałam z „zapasów”. A gdy w maju rozpoczynałam kolejną pracę postanowiłam, że już nie dopuszczę do nadmiernego GROMADZENIA. Od tamtego momentu upłynęło już 6 lat, a mi udało się wypracować kilka zgrabnych zasad, którymi kieruję się do dziś.

Jakość, a nie ilość

Teraz kupuję ciuchy z głową:

  • Płacę więcej, ale sprawdzam wpierw, czy jest to produkt dobrej jakości, czy po kilku użyciach nie będzie wyglądał kiepsko? Rzeczy, które się zniszczyły REKLAMUJĘ – nawet gdy kosztowały kilka złotych.
  • Zadaje sobie pytania: Czy to pasuję do reszty moich ubrań? Czy muszę coś do tych spodni dokupić, żeby wyglądały dobrze? Czy ciągnie, gniecie, uwiera? (Często kupowałam ubranie za 20 zł, ale było nie wygodne, włożyłam raz i wisi w szafie)
  • Robię listę moich sezonowych must have, wkładam do szuflady, po kilku dniach skreślam albo dopisuję do niej kolejne rzeczy (bo akurat rozpadły się moje botki, albo zmieniłam miejsce zamieszkania i potrzebuję kurtki ;)). Uzbrojona w taką listę ruszam do sklepu.

Co roku robię przeglad w szafie. Ubrania dzielę na te brzydkie, ale wygodne – do chodzenia po domu, do pracy w ogródku. Ładne, ale nie używane – daję mojej przyjaciółce, ona wybiera sobie to, co się jej podoba, a resztę oddaję czerwonemu krzyżowi. Chociaż muszę przyznać, że ta ostatnia kategoria pojawia się coraz rzadziej.

Na początku, żeby lepiej określić swój styl, szukałam inspiracji. Gdy widziałam w sieci osobę, której strój bardzo przypadł mi do gustu zapisywałam go w specjalnym folderze. Uzbierało się tego całkiem sporo! Następnie zrobiłam listę ubrań, które najczęściej się powtarzały i dokładnie wypisałam paletę kolorów (kolory ziemi i pastele). Nie stosuję się do niej zbyt restrykcyjnie, ale zdarzyło mi się, że czegoś nie kupiłam, bo nie pasuje do moich wyobrażeń o tym jak chciałabym wyglądać, czy kolor był zbyt krzykliwy 😉

Dzięki tym zbiegom w mojej szafie mam tylko te ubrania, których naprawdę używam. Nawet nie wiecie jakie to wygodne, rankiem,  leżąc jeszcze w łóżku, przeglądać swoją szafę w myślach i zaplanować w co się ubierzecie.

Naturalna pielęgnacja

Moje zasoby kosmetyczne również nie zostały nietknięte. Zaczęłam interesować się składem kosmetyków. Nie kupuje już produktów z parafiną (powodowały zaparzenia na moich nogach i powstawanie nieestetycznych czerwonych kropek na skórze) czy z silikonami (swędzenie skóry głowy). Często kupuję kosmetyki naturalne, droższe, ale posiadające aktywne składniki odżywcze, które naprawę działają, a nie dają nam tylko iluzję wygładzenia skóry, czy jej nawilżenia.

WSZYSTKO zużywam do końca. Nie odkładam kosmetyków, kiedy czuje się nimi znudzona i nie kupuję nowych produktów (chyba, że wystąpiła jakaś reakcja alergiczna).  To JA podjęłam tę decyzję o zakupię tego produktu, czy skłoniło mnie do tego ładne opakowanie, czy reklama w telewizji? Nieważne. Bo, to JA jestem za to odpowiedzialna i to JA ponoszę konsekwencje niewłaściwych decyzji. Biorę odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje zakupowe.

Zrobiłam też porządek w swoich lakierach do paznokci. Wyrzuciłam te, które szybko odpryskują, bo przy moim trybie życia i tak nie maluję nimi paznokci. Zostawiłam tylko te najtrwalsze, w kolorach, których używam najczęściej.
Wszystkie kosmetyki kiepskiej jakości, które krótko utrzymywały się na twarzy lub były nietrafionym prezentem (np.: niebieskie cienie) spakowałam i zaniosłam przyjaciółkom, a to co zostało wyrzuciłam.

Dzięki tym zasadom  już od kilku lat ciesze się idealną równowagą. Mam nadzieję, że choć część z nich okazała się dla was przydatna, a może macie takie, którymi same chciałybyście się podzielić? Serdecznie was do tego zachęcam!

Wspaniałego dnia!

Asia
Bloglovin Instagram Facebook




Zapisz

Zapisz

  • Bardzo dojrzała i mądra wypowiedź. Zaskoczyły mnie 8 miesięczne zapasy! Ja jedynie w kategorii balsamy do ciała miałam raz tyle, że wystarczyłoby mi na kilka lat. Nie kupowałam, część po prostu dostałam w prezencie, a nie jestem regularna w ich używaniu. Postanowiłam rozstać się z nadmiarem i jak zużyłam ostatnie masło to zakupiłam z ogromną przyjemnością to co aktualnie chciałam używać:) Ogromna ulga. I tak jest też z innymi rzeczami, kupuję gdy potrzebuję, gdy zużyje się poprzednie.

    • Znam to uczucie! Mi też towarzyszyła ogromna satysfakcja, gdy kończyłam kolejny zmagazynowany produkt 😉

  • Problem gromadzenia kosmetyków przerabiałam i w sumie do tej pory „wykańczam” to, co kupiłam jeszcze rok temu (jeśli data ważności pozwala 😉 ). Ciągle jednak gromadzę balsamy do ciała… Racjonalna konsumpcja to coś, nad czym trzeba pracować. Do mnie to dotarło, kiedy zrozumiałam, że lekką ręką wydaję moje ciężko zarobione pieniądze i powinnam je bardziej szanować tak, jak szanuję swój czas i swoją pracę, za którą otrzymuję wynagrodzenie. Może to pokrętna logika, ale do mnie bardzo trafia :)

    • Do mnie też to przemawia. Tak jak piszę w poście ten okres, gdy opiekowałam się bratanicą pozwolił mi się zastanowić nad tym czego potrzebuję i jak mogę dążyć do tego aby nie trwonić swoich pieniędzy i życia które tracę, aby je zarobić.

  • Nigdy nie byłam typem chomika (no może największą słabość mam jeszcze do książek i kubków), ale dopiero od kilku miesięcy zastanawiam się nad ideą slowlife. Nie traktuję tego jako poważnego zbioru zasad, ale jako fajny kontekst do refleksji nad własnym życiem w tej całej dzisiejszej konsumpcji. Chwilowo jestem na etapie zastanawiania się, czego ja w zasadzie potrzebuję 😉

    • Och ja też nie nazwałabym siebie minimalistką, a wszystkie książki o minimalizmie traktuję raczej jako inspirację do zmiany, a nie wytyczne :) P.S. też mam słabość do kubków i książek :)