Skip to content

2/3 Skandynawii, czyli wyprawa do Szwecji

Pierwsza częścią moich letnich podroży była wyprawa do Szwecji. Jest to drugie z trzech państw skandynawskich, które udało mi się odwiedzić. Została jeszcze Dania.

Pomówmy najpierw o kosztach. Cena za bilet wyniosła mnie równe 148 zł w obie strony. Skorzystałam z usług Ryanair’a (http://www.ryanair.com/en). Nocleg, cóż- skorzystałam z najtańszej opcji jaka jest dostępna. Spanie u znajomych :)
Mieszkałam w Kalmar małym mieście oddalonym o trzy godziny drogi od Sztokholmu. Przechadzkę po tym mieście zaczynamy u podnóży Västerport, wieży wybudowanej w roku 1658, która niegdyś broniła dostępu do głównej części miasta.
Zabawa dla uważnych. Ile w mieście można znaleźć makiet miasta? Ja sama naliczyłam cztery, ale z pewnością jest ich więcej!
Głowna atrakcją miasta jest Zamek Kalmarski (Kalmar slott). Z ubolewaniem muszę jednak przyznać, że w samym zamku niewiele się dzieje. Nie ma tez żadnej ciekawej ekspozycji do obejrzenia. Wielka szkoda!
Z przykrością muszę również zauważyć ze z Kalmar nie ma żadnych, ładnych pocztówek. Nie wiem… czy jest to możne tak nie popularny produkt, że nie opłaca się inwestowanie w jego jakość?
Gdyby władze miasta były zainteresowane- użyczam wam jedno, genialne zdjęcie!
Dostęp do zamku jest bardzo łatwy, a spędzanie chwil na zamkowym wzgórzu zaliczam do najprzyjemniejszych rozrywek tubylców.
Nieopodal zamku znajduje się zabytkowy cmentarz. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze jestem ciekawa jak „chowa się” zmarłych w danym kraju. Może moje zboczenie zasługuję na osobny post?
Kolejną atrakcja miasta jest muzeum sztuki. Nie miałam przyjemności gościć w jego progach, ale sam budynek, wyrastający spośród otaczającej go zieleni jest godny odnotowania.
Błądząc ulicami Klamar docieramy przed Kalmar domkyrka, czyli lokalnej katedry. Najznamienitsze barokowe dzieło w okolicy. Jako, że płynie we mnie wiejska krew, barok zawsze robi na mnie wrażenie i rzuca na kolana.
Na tym samym placu znajdziemy również ratusz (u mnie po prawej stronie zdjęcia)
Nie byłabym sobą gdybym nie znalazła swojego ulubionego siedziska. Nieopodal centrum sportowego, pomiędzy nieciekawymi budynkami możemy znaleźć tą niezwykłą ławkę.
Może i nie jest to praktyczne rozwiązanie dla koneserów trunków wszelakich, ale na mnie zrobiło niesamowite wrażenie.
W drodze do Starego Miasta mijamy również sklepy w których znajdziemy WSZYSTKO, tylko czy wszystko to nie za dużo?
Osobiście najbardziej zachwycające jest dla mnie morze.
Morze, które wchodzi do miasta, otacza je delikatna wstęgą. Jest wszędzie gdzie tylko spojrzysz. Domy i bloki budowane na skarpach, tuż nad jego brzegiem. Ach! Gdybym tylko mogła być milionerem i kupić sobie skrawek ziemi i nieba tuz nad morzem….
Kolejna rzeczą, która mnie zauroczyła to Szwedzkie okna. Ukwiecone, ozdobione. Tutaj jakoś nikt nie broni zapalczywie swojej prywatności, poprzez grube rolety. Ludzie wręcz zaprasza nas do swojego domu.
Godna uwagi jest również konsekwencja Szwedów. Architektoniczna. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć bordowe domy z białymi oknami.
Ale dość dygresji. Czas wrócić na szlak. Po zrobieniu około 1000 zdjęć, nareszcie trafiliśmy do centrum.
Pełne jest uliczek ozdobionych flagami…
….i małych kafejek zapraszających w swoje progi.
Spacerkiem zbliżamy się do portu. Jeszcze tylko altanka i posąg rozwianej niewiasty
I jesteśmy na nadbrzeżu. Możemy cieszyć się przejmującym wiatrem i bryza na twarzy. Pozornie małe rzeczy…
Udało mi się również zanurzyć swe roznegliżowane ciało w Szweckim morzu. Kąpieliska są tam bardzo dobrze przygotowane, aż chce się pływać. Zachęca do tego również fakt, że nie trzeba manewrować pomiędzy puszkami po piwie, butelkami po coli – czy innymi pamiątkami po poprzednich bywalcach. Choć to może jest raczej kwestia mentalności, niż ingerencja państwa.
Jako, że moi gospodarze to bardzo mili ludzie, odwiedzaliśmy razem również inne miejscowości godne uwagi. W jeden z najgorętszych dni wybraliśmy się do Borgholm, małego miasta na wyspie Oland.
O samym zamku nie znalazłam wiele informacji, oprócz tego, że spłonął 14 października 1806 roku. Niemniej jednak jest to ogromna, majestatyczna budowla. Dla zainteresowanych link do ryciny, jak zamek wyglądał w latach swej świetności —— klik klik
O samym Borgholm próżno szukać informacji w sieci. Jest to głownie nadmorski kurort, a jego jedyna architektoniczną atrakcją jest lokalny kościół.
Niemniej jednak samo nadbrzeże ma wyjątkową atmosferę. Przynajmniej dla mnie, będącej tam w tak piękny, słoneczny dzień.
Sam Oland, to piękna, spokojna wyspa. Pełna charakterystycznych dla niej wiatraków.
Kolejnym przystankiem była portowa Karlskrona. Miasto znane głownie z wielkiego portu i kursujących do niego promów Stena Line.
Samo centrum miasta znajduje się na wyspie Trossö.
Główny rynek miasta – Stortorget,
na zdj. Rådhuset-ratusz
Kościół Świętej Trójcy w Karlskroni (Trefaldighetskyrkan)
Szczyt Trefaldighetskyrkan widać z każdej uliczki w mieście
W czeluściach internetu znalazłam świetny mini przewodnik po Kalskronie — polecam wiec zainteresowanym!   http://www.worldtravelimages.net/Karlskrona_City.html
I to byłoby na tyle. Skończył się urlop, skończyły i moje Szwedzkie wojaże. Mam nadzieje, że choć przez chwilkę czuliście świeżą bryzę na twarzy :)
Gdyby ktoś miał jakieś pytania-piszcie śmiało!
Szwecja 2013

Bloglovin Instagram Facebook



  • Pięknie tam! :)

    • Jagulko, gdybyś kiedyś sie wybierała – służę dobra rada!

  • Świetny, dopracowany wpis, aż chce się czytać i oglądać!

  • Illusion

    Pięknie, poczułam morską bryzę i rześkie powietrze :) Cudowne miejsca, wyjazd z pewnością był owocny. Wszystkie zdjęcia super, ale nawiążę do tego przed kawiarnią – zachwyciły mnie białe krzesła, urocze! :) Nie widać na zdjęciach ludzi, czy to dlatego, że nie ma tam zbyt wielu turystów?

    • Dziękuję, o to mi własnie chodziło! :) Sama również zachwycałam sie pięknymi krzesłami, nie wiem czemu ale w Kalmar jest dość sporo tego własnie modelu w rożnych kolorach. Zdradzę Ci tajemnice -te krzesła sa niesamowicie ciężkie! Choć wyglądają tak subtelnie, sama nie miałam siły ich podnieść.

      Jeśli chodzi o turystów-I Tak i Nie. W Kalmar jest sporo ludzi, choć to bardzo spokojne miasto. Nie jestem chyba typem osoby, która ma odwagę robić zdjęcia tubylcom :) Karlskrona natomiast byla wyjątkowo pusta, odwiedziłam ją w okresie tzw “długiego weekendu” wiec miasto było wyludnione.

  • Pingback: Projekt 333 Wiosna. Tydzień 11, 12 i 13 | Minimalnat()