Skip to content

12 pieces podsumowanie, czyli post zakupoholika

Witajcie Kochani! Na początku roku podjęłam wyzwanie razem z Caitlin dotyczący kupowania jednej nowej rzeczy każdego miesiąca. Wszystkie posty z tej serii możecie znaleźć „tu”. Taki zakupowy post miał mi posłużyć do utrzymania mniejszego rozmiaru szafy, oszczędzania i opanowania impulsywnych zakupów.Twelve-Challenge1

 

Wiem, że pewnie teraz wiele z was wywróci oczami i powie: „Bożeeee, co za beznadziejna Laska. A co to w ogóle za problem opanować swoje odzieżowe zakupy?”. No cóż, ja miałam.

Tak wiem, że minimaliści nie mają w ogóle problemów z pokusami, ba! od dziecka ograniczają swój stan posiadania, nie chodzą na zakupy i żywią się energią słoneczną. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a myślę, że fajnie jest poczytać o kimś, kto niekoniecznie jest tak „kryształowo czysty”.

W 2013 wyrzuciłam większość rzeczy, które posiadałam, ale panicznie bałam się, że znów wrócę do starych nawyków kupowania. Były ze mną o wiele dłużej niż dopiero kiełkująca idea minimalizmu. W drodze do spójnej garderoby, spokojniejszego życia i ograniczania postanowiłam zatem, zmienić moje zwyczaje konsumenckie i sprawić, by moje zakupy były jeszcze bardziej przemyślane!

Stosując się do zasad, które mówią, że:

  • Nie wliczamy ubrań podarowanych.
  • Tych kupowanych na wymianę.
  • Tych kupionych za bony (nie stosowałam się do tej zasady, bo w Maju wliczyłam do 12 elementów ubrania kupione za świąteczne bony).

Przedstawiam wam moje ubrania kupione w roku 2014:

  • Styczeń: Zielony żakiet – Reserved. Dość często używany, nie przetrwał roku.
  • Luty: Biała bluzka – Stradivarius. Jest ze mną do tej pory.
  • Marzec: Szpilki – Allegro. Świetny zakup. Teraz już trochę poprzecierane, szukam ich zamiennika.
  • Kwiecień: Spódniczka – Sklepik. Wzór już trochę wyblakł. Nie planuję szukać zastępstwa.
  • Maj: Wszystko – H&M. Ciuchy kupione za świąteczne bony. Fioletowa bluzka znalazła nowy dom, natomiast różowy top rozpadł się po zaledwie pół roku użytkowania.
  • Czerwiec: Sweter – Mohito // Sandały – New Look // Sandały srebrne – Kari. Czerwiec był najobfitszy, a to za sprawą ślubu mojej przyjaciółki. W skutek opóźnień na poczcie skończyłam z dwoma parami srebrnych sandałów.

12 pieces

  • Lipiec: Różowa koszula – Reserved. Podoba mi się w niej wszystko: kolor, krój i materiał. Zdecydowanie udany zakup.
  • Sierpień: Torebka – Strefa, Hiszpania // Spodnie – C&A. Torebka to moja pamiątka z Hiszpanii, natomiast spodnie to coś zupełnie nowego. Kupione gównie ze względu na brak, luźnych przewiewnych spodni w mojej szafie. Nie mnący się materiał idealnie sprawdza się w podroży. Od sierpnia jeden ze stałych elementów mojej podróżniczej garderoby, o czym świadczy też fakt, że zabrałam je ze sobą do Maroka.
  • Wrzesień: Baleriny – Melissa Ultragirl Special. Inwestujemy w czarne baleriny. W okresie zimowym zostawiam je w moim biurze.
  • Październik: Szpilki – Melissa Lady Dragon Cluster Heels. Ot, spełnienie mojego małego, obuwniczego marzenia.
  • Listopad: Sweter – NewYorker. Bardzo przyjemny, bawełniany sweter. Raczej nie przetrwa kilku sezonów.
  • Grudzień: Bluza – NewYorker. Piękny, błyszczący materiał. Idealny do gładkich spódnic.

Nowy folder

Na początku było niesamowicie ciężko! Zwłaszcza, że zaczęłam w okresie zimowych przecen. Ale byłam bardzo, bardzo zmotywowana wiec świadomie omijałam sklepy szerokim łukiem. Od czasu do czasu katowałam się przeglądając zakupowe haule innych blogerek. Cały czas powtarzałam sobie moją mantrę „Czy na prawdę tego potrzebuję? Czy to do mnie pasuje? Czy uzupełni moją szafę?”. Jeśli odpowiedź brzmiała „Nie” odpuszczałam ten zakup.

Czego się nauczyłam? Że, to nie neutralna kolorystyka, brak wzorów lub 100 przedmiotów czyni z nas minimalistów, ale fakt wyzbycia się tych wszystkich „ogłupiaczy” z naszej głowy, które krzyczą „MUSISZ TO MIEĆ!”. Podczas grudniowego oczyszczania szafy pozbyłam się wszystkiego co nie czyni mnie szczęśliwą, co nie wzbogaca mojego stylu, aby zrobić miejsce na rzeczy, które spełniają te wytyczne. Bo dzięki temu postowi odkryłam co lubię.

Zamiast kupować rzeczy, ponieważ są tanie i taka okazja może się nie powtórzyć starannie dobierałam nowe elementy, dbałam o nie i cieszyłam się nimi. Pozawalam sobie na przeglądanie stron internetowych i staranne czytanie składu danej bluzki. Miałam na to czas. Miałam czas, żeby zastanowić się co najlepiej pasuje do mnie, do mojej estetyki i reszty szafy. Jakie ubrania najlepiej będą pracować z moim stylem, niezależnie od tego, co jest teraz modne, co mówią inni lub piszą magazyny o  modzie.

Wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak wielu rzeczy NIE kupiłam. I wiecie co? To jest w tym wszystkim chyba najlepsze. Że udało mi się powstrzymać od zasypania swojej przestrzeni niepotrzebnymi rzeczami. I nie mówię tu tylko o szafie, ale także o innych kategoriach. Zmienił się mój sposób myślenia o tym co MUSZĘ mieć.

Mam nadzieję, że wam też, to się uda. Bo, kto powiedział, że trzeba zaczynać od nowego roku? Może zaczniesz sobie odmawiać już od dzisiaj? A za rok powiesz, to samo co ja: „Jestem z siebie dumna!”.

Trzymam kciuki, Natalia.
Bloglovin Instagram Facebook



  • Jestem pod wrażeniem :) Przede wszystkim wytrwania. Wyzwanie trwające aż 12 miesięcy to ogromna próba charakteru :) Ty jednak dałaś radę i to jest coś! Sama od pewnego czasu staram się postępować jak Ty – kupować tylko przemyślane i na prawdę potrzebne ciuchy. Później taki zakup strasznie cieszy!

    • Pati

      Mnie też cieszą najbardziej te rzeczy na które długo oszczedzałam :) Jest nas wiecej. Minimalnat- wielki szacun za to, że przez 12 miesięcy trzymałaś post, nie wiem czy dałabym rade.

    • Hej Zielona Owco :) Dziękuje za komentarz, to naprawdę była szkoła charakteru. Mam nadzieje, że wkrótce w Twojej szafie pojawia się tylko te najbardziej przemyślane ubrania.

  • Pati

    „o nie neutralna kolorystyka, brak wzorów lub 100 przedmiotów czyni z nas minimalistów, ale fakt wyzbycia się tych wszystkich „ogłupiaczy” z naszej głowy, które krzyczą „MUSISZ TO MIEĆ!” Piekne zdanie!! Wszyscy właśnie mowia nam ze szczęście znajdziemy tylko kiedy będziemy mieć 100 przedmiotów, fajnie ze pokazujesz, że mozemy je znaleźć gdzies po środku.

    • Fajnie, że o tym wspomniałaś Pati. Każdy ma inny poziom minimalizmu i nie powinien się „dołować” tylko dlatego, że wg kogoś takim minimalista nie jest. Minimalizm to sposób na życie, nie cel sam w sobie. :)

  • Pingback: Dlaczego nie m(iał)am w co się ubrać? | Minimalnat()

  • Pingback: Ulubieńcy listopada - Pinch of salt()

  • Pingback: 12 PIECES 2016 | Minimalnat()

  • Pingback: Żegnaj nowe, witaj stare - podsumowanie 2015 i plany 2016 -()

  • Pingback: 10 najpopularniejszych wpisów w 2015 | Minimalnat()

  • Anna

    Powiem Ci, że wracając dzisiaj do Twoich postów, zerknęłam jeszcze raz na ubrania, które zakupiłam w sobotę na wyprzedaży, przymierzyłam je i stanowczo trzy rzeczy zostaną oddane do sklepu na gwarancję. Przemyślałam ich zakup i nie będę niepotrzebnie zawalać szafy rzeczami, które nie do końca mi jednak przypasowały, a kupione bo promocja. Dobrze, że nie odcinam od razu metek i mogę je jeszcze oddać ze zwrotem pieniędzy.

    • Wiwat nieodrywanie metek! Właśnie ostatnio kupiłam coś „prawie dobrego”, nie wiem czy kojarzysz takie luźne, długie kamizelki? :) Myślałam, ze będę wyglądać super-cool, tymczasem w domu okazało się, ze jest raczej odwrotnie :) Wiesz, każdy popełnia bledy. Ważne, żeby nie zalegały u nas w szafie, bez sentymentu powinnyśmy poslac je dalej :)